Jaki gość, taka uczta. Wesele u Świerczkowiaków
Tradycja to piękno, które chronimy, a nie więzy, które nas krępują – powiedział niegdyś poeta i publicysta, Ezra Pound, w słowach tych zawierając istotę troski o kulturalny dorobek z dbałością przekazywany z pokolenia na pokolenie. I choć domeną współczesnych czasów jest przekraczanie granic i poszukiwanie nowości, nie można jednak zapomnieć o tym, co było i w dużym stopniu trwa nadal. Tarnowianom zaś przypomniał o tym w ubiegłą niedzielę, w pierwszy dzień jesieni, Zespół Pieśni i Tańca „Świerczkowiacy”, prezentując w tarnowskim Amfiteatrze staropolskie „Wesele”.
Zespół ten już od 1963 roku popularyzuje sztukę ludową oraz polskie tradycje zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej. Specjalizuje się w folklorze Małopolski, zwłaszcza zaś w kulturze Krakowiaków Wschodnich. W swoim dorobku artystycznym posiada płytę „Śpiewajmy dziecinie” z kolędami i pastorałkami. W skład zespołu, który liczy 170 członków, wchodzą dzieci, młodzież oraz dorośli, a towarzyszy im dziesięcioosobowa orkiestra. Wychowanków Świerczkowiaków jest jednak o wiele więcej, ich liczebność sięga bowiem blisko tysiąca osób. Grupa posiada bogaty repertuar suit tanecznych oraz muzycznych z kilkunastu regionów Polski, między innymi krakowskiego, sądeckiego, beskidzkiego, poza tym także tańce narodowe oraz z Małej Kumanii na Węgrzech. Nie można też nie wspomnieć o licznych, najczęściej ręcznie wykonanych kostiumach. I choć zespół na przestrzeni lat podlegał różnym zmianom organizacyjnym, dzięki pracy profesjonalnej kadry oraz artystów-amatorów przetrwał i nieprzerwanie się rozwija, osiągając coraz więcej sukcesów. Z pracą zespołu wiążą się też liczne podróże, Świerczkowiacy reprezentowali bowiem Polskę w wielu zagranicznych festiwalach. Są także laureatami ponad trzydziestu nagród i wyróżnień. Współpracowali dotychczas z wieloma wybitnymi specjalistami, między innymi ze znawcami folkloru, muzykami, choreografami czy etnografami, którzy wspierali zespół w zachowaniu zgodności etnograficzno-historycznej poprzez konsultacje, badania źródłowe czy tworzenie programów. Ponadto, kadra zespołu archiwizuje i przechowuje materiały etnograficzne oraz publikuje własne opracowania, przyczyniając się tym samym do ciągłego kultywowania tradycji lub zachowywania w pamięci jej minionych postaci.
Wspominając niedzielne widowisko warto zacząć od tego, jak ogromne zainteresowanie wzbudziło ono wśród mieszkańców miasta. Mimo deszczowej pogody, w Amfiteatrze zatętniło życie. Ponurą, jesienną aurę rozjaśnił początkowo barwny orszak, który przeszedł tarnowskimi ulicami (Mościckiego, Krakowską, Rynkiem, Wałową, Brodzińskiego, Mickiewicza i Piłsudskiego), finalnie zaś wspólna zabawa, cudowna atmosfera i żywa muzyka, nad którą pracowali między innymi Andrzej Radzik, chórmistrz Marta Cichoń oraz akompaniator Jerzy Bardel. Serce miasta mieniło się wzorzystymi parasolkami i kolorowymi, ludowymi strojami odtworzonymi przez Annę Bandyk oraz Agnieszkę Słotę na wzór starych strojów ludowych, na podstawie literatury i zabytków zachowanych między innymi w Muzeum Etnograficznym w Tarnowie. Jeśli zaś chodzi o samo przedstawienie, „Wesele” to niezwykły spektakl teatralno-taneczny, nagrodzony w tegorocznej edycji konkursu międzynarodowego Tygodnia Kultury Beskidzkiej w Żywcu. Nikogo z przybyłych nie zdziwi zapewne, że otrzymał on doskonałe recenzje zarówno dziennikarzy, jak i folklorystów. Twórcy scenariusza i choreografii, w tym Wiesława Hazuka, oparli się na publikacji Oskara Kolberga oraz różnych opisach etnograficznych, muzycznych i przekazach ustnych. Akcja spektaklu dzieje się początkowo w starodawnej, chłopskiej izbie w domu Panny Młodej, dokąd młodzi wraz z gośćmi docierają przez weselną bramę. Wśród przybyłych znalazły się oczywiście charakterystyczne postaci – drużba, rodzice państwa młodych, rodzina bliższa i dalsza, chrzestni, starościny i charyzmatyczny starosta. Zespół pod kierownictwem Katarzyny Kokoszki zaprezentował publiczności tradycje obrzędu z regionu Krakowa Wschodniego, między innymi scenę powitania, życzeń, poczęstunku, oczepin, obdarowywania i zabawy. Nie zabrakło też ciekawych rekwizytów, na przykład dzieży, czyli naczynia służącego do wyrabiania ciasta, symbolizującego płodność, rózgi weselnej starosty, która jest symbolem zdrowia i dostatku, chleba, przetaka czy kołacza. W drugiej części spektaklu aktorzy zabrali natomiast publiczność do Łowicza, prezentując tamtejsze tańce i stroje.
W ubiegłych latach Świerczkowiacy prezentowali różne tradycje, w tym kolędowanie, zimowy kulig czy dożynki, motyw staropolskiego wesela pojawił się jednak po raz pierwszy w ich wykonaniu. I jest to niesamowite, żywiołowe widowisko, od którego nie tylko nie sposób oderwać wzroku. Również nogi mimowolnie podrygiwały w rytm muzyki oraz przytupów tancerzy. Odchodząc zaś na moment od wszelkich walorów artystycznych spektaklu, ma on szczególnie znaczenie, ponieważ uświadamia, że tradycja to nie tylko przeszłość. To teraźniejszość, ale też, co więcej, przyszłość. Jednak, w myśl polskiego przysłowia „Jaki gość, taka uczta”, okazało się niedzielnego popołudnia, że polskie tradycje przybyłym na wesele gościom nie są wcale obce i wszyscy dobrze się bawili, mimo chłodu i niesprzyjającej pogody.
Angelika Gieniec
Fot. Anna Kocik


