Strzeżcie się fałszywych proroków. Premiera filmu „Kler”

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami” – ten właśnie fragment, pochodzący z Nowego Testamentu, w wielu polskich miastach powitał kinową publiczność, która 28 września zdecydowała się przekonać, dlaczego film „Kler” wzbudza wśród Polaków tak skrajne emocje. I wydaje się słusznym przytoczenie motta filmu już na samym początku, ponieważ jasno wyraża ono intencje twórców. Premiera ta niezaprzeczalnie jest pierwszą od wielu lat tak głośną, wyczekiwaną i kontrowersyjną. Dlaczego jednak już przed pierwszymi pokazami podzieliła społeczeństwo na tych nawołujących do bojkotu filmu i przeciwnie – tych, którzy dążyli do jego popularyzacji? Mimo że wówczas niewielu jeszcze film widziało, a niektórzy (w tym politycy i ludzie związani z organizacją kościelną) wprost deklarowali, że filmu obejrzeć nie zamierzają, a swojej negatywnej opinii na jego temat nie zmienią. Co można powiedzieć o tej produkcji teraz, kiedy po pierwszych pokazach zamknęły się drzwi kin i opadły pierwsze emocje?

Warto zacząć od tego, że nie we wszystkich miastach film można obejrzeć, w niektórych miejscach jego odbiór może być natomiast utrudniony – różne organizacje zapowiedziały nie tylko blokady, ale nawet egzorcyzmy! Film wzbudził protest już podczas Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, otrzymując wyróżnienie za scenografię, nagrodę publiczności oraz nagrodę specjalną za poruszenie istotnego społecznie tematu. Faktem jest jednak, iż ta niechęć niektórych środowisk jedynie zareklamowała film, a wszelkie próby uniemożliwienia zainteresowanym oglądnięcia go – stały się dodatkową zachętą do sprawdzenia, o co właściwie ta cała granda. Łatwo odnieść wrażenie, że wielu ludzi odebrało „Kler” jako atak – na Kościół, na wiarę, na naród. Błędnie, jak przekonuje reżyser i współtwórca scenariusza, Wojciech Smarzowski, jest to bowiem krytyka Kościoła jako instytucji, która miała przecież działać na korzyść ludzi, nie zaś własną. Wraz z drugim scenarzystą, Wojciechem Rzehakiem, Smarzowski konsultował kolejne sceny i wątki filmu z obecnymi lub byłymi księżmi, którzy przychodzili do niego sami, chcąc się przyczynić do polepszenia funkcjonowania tej instytucji. Podczas jednego z wywiadów Smarzowski opowiedział też, że początkowo tytuł miał brzmieć „Głęboka taca”, nawiązując do niejasnego systemu finansowego Kościoła, dopiero później wzrosła natomiast rola wątków związanych z ofiarami pedofilii. Ostatecznie są to dwa główne problemy, które „Kler” porusza.

Jeśli zaś chodzi o samego reżysera, nie jest to pierwszy głośny film Wojciecha Smarzowskiego. Przełomem w jego karierze było „Wesele” z 2004 roku. Dalej film „Dom zły”, osadzony w czasach PRL-u, który wyszedł trzy lata później. Nietrudno zauważyć, że Smarzowski podejmuje się chętnie współpracy z tymi samymi aktorami – Jacka Braciaka można było zobaczyć w produkcji „Róża”, której akcja dzieje się zaraz po zakończeniu II Wojny Światowej, z kolei Robert Więckiewicz zagrał w filmie „Pod Mocnym Aniołem”, ekranizacji powieści Jerzego Pilcha. Za film „Drogówka” dostał twórca Orła za najlepszy scenariusz, jednak najgłośniejszą bodaj produkcją był film „Wołyń” z 2016 roku, który również zasiał pośród odbiorców ziarnko niezgody. Wydaje się więc, że jedną z cech twórczości tego reżysera jest poruszanie delikatnych tematów, czy też nawet przełamywanie tabu.

Kino to być może stało się już charakterystyczne dla Wojciecha Smarzowskiego, z pewnością jednak nie jest ślepym atakiem, nie neguje niczyjej wiary, nie podważa uczuć, choć umiejętnie bawi się nimi w każdej kolejnej minucie. Ciekawostką jest, że film ten kręcono głównie w Czechach, epizodycznie zaś w brzeskim Pałacu Goetzów. I trzeba przyznać, że wizualnie robi on wrażenie. Nie ogranicza się bowiem do jednej przestrzeni. Przedstawia losy trzech księży, którzy kilka lat wcześniej uniknęli śmierci w pożarze i w rocznicę tego wydarzenia spotykają się, by świętować. Ksiądz Lisowski, świetnie zagrany przez Jacka Braciaka, pracuje w kurii u arcybiskupa Mordowicza (Janusz Gajos), ksiądz Trybus jest proboszczem na wsi, natomiast ksiądz Kukuła boryka się z problemami w swojej parafii. Można bez wahania przyznać, że film jest wulgarny, być może nieco przerysowany, zwłaszcza retrospekcje zostawiają wiele do życzenia i można odnieść wrażenie, że byłoby lepiej, gdyby zostały ograniczone jedynie do krótkich przebłysków świadomości kolejnych bohaterów. Dwojakie uczucia mogą też budzić wstawki stylizowane na nagrania wideo. Aczkolwiek za tym, że „Kler” to mimo wszystko dobry film, przemawia kilka argumentów. Wśród nich wymienić trzeba z pewnością świetną grę aktorską. Zarówno Jacka Braciaka, jak i Roberta Więckiewicza, który wcielił się w rolę księdza Trybusa, można śmiało nazwać ikonami polskiego kina. Trzeba też wspomnieć o Arkadiuszu Jakubiku, który – wcielając się w księdza Kukułę – zwodzi widzów przez cały seans, podobnie zresztą jak reżyser.

Film rozpoczyna się bowiem stosunkowo lekko i pogodnie, w gronie mocno podpitych już księży. I choć od początku piętnuje się różne ich wykroczenia – słabość do alkoholu, prowadzenie samochodu pod wpływem, większe i mniejsze manipulacje finansowe – Smarzowski czaruje publiczność komizmem sytuacji i postaci. Z każdą kolejną minutą narasta jednak napięcie. Film jest dość długi, ogromną rolę odgrywają w nim natomiast – przeplatane muzyką Mikołaja Trzaski – momenty milczącego napięcia. Być może obrazują one to wszystko, co zostaje w tym szczelnie ukrytym środowisku przemilczane. Mimo coraz cięższej atmosfery, scenarzyści wciąż jednak budzą wśród widzów rozbawienie, momentami niemal wprawiając w zmieszanie własnym niezdecydowaniem – śmiać się czy, w obliczu coraz mroczniejszych tajemnic, zachować jednak powagę? Niesamowite jest również to, jak główni bohaterowie stopniowo zyskują sympatię widza, mimo iż zarzucić można im naprawdę wiele. Ksiądz Kukuła przez większą część filmu wydaje się szczególnie zainteresowany towarzystwem dzieci. Ksiądz Lisowski ukrywa swoje prawdziwe, przebiegłe oblicze, obdarowując dzieci prezentami kupionymi za nieuczciwie zdobyte pieniądze i knuje niemal bez przerwy kolejne intrygi. Ksiądz Trybus sypia natomiast z gospodynią, a gdy ta zachodzi w ciążę – sugeruje jej aborcję. Poza tym ma szczególną słabość do alkoholu i kiedy okazuje się, że we wsi ktoś śmiertelnie potrącił mężczyznę, zaczyna się zastanawiać, czy to nie on spowodował wypadek pod wpływem alkoholu. Brzmi jak mocno subiektywny obraz kościoła? Teraz być może tak. Jak jednak zmieni się podejście widzów, kiedy się okaże, że tak naprawdę jedynie ksiądz Lisowski zasługuje na potępienie? Choć i on wzbudza współczucie, płacząc niczym dziecko na wspomnienie wydarzeń ze swojej przeszłości. Ksiądz Trybus nawraca się, natomiast ksiądz Kukuła… Cóż, można by właściwie postawić go za wzór, choć nie daje sobie rady ze swoimi problemami. Jedną z bardziej wzruszających scen jest ta, kiedy przez łzy opowiada wiernym o chłopcu molestowanym w przeszłości przez księdza proboszcza – o sobie. Ostatecznie staje w obronie wiary, w obronie wartości i niewinności, płaci też cenę najwyższą, buntując się przeciw szerzącemu się złu. Do jego tragedii przyczyniają się kościelne władze, a sprawy molestowania dzieci zostają uciszone. Bohaterowie przedstawieni w tym obrazie nie są źli. Są przede wszystkim ludzcy, trawieni przed demony przeszłości.

Zła natomiast jest władza i to, co nierozerwalnie z nią związane. Arcybiskup, który pławi się w bogactwie, skutecznie manipuluje działalnością kościoła – możliwie najkorzystniej dla siebie i dla kościelnej organizacji. To światek, w którym oszustwa, wyłudzenia i zakłamanie są na porządku dziennym, choć oczywiście trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy księża są tacy, jak ci przedstawieni w filmie, a i sam „Kler” choć kończy się tragicznie, budzi jednak w odbiorcy poczucie nadziei, że może być inaczej. Aczkolwiek tylko razem można coś zmienić, walka w pojedynkę może się natomiast zakończyć katastrofą. Nad wiernymi czuwa jednak boska opatrzność, a film – jakkolwiek kontrowersyjny by nie był i jakichkolwiek emocji by nie budził – nie pozostawia jednak społeczeństwa obojętnego i prowadzi do rozmów. Warto się również zastanowić, czy wzbudziłby on podobne oburzenie, gdyby dotyczył innego środowiska? I czy w świetle różnych afer i wydarzeń z ostatnich lat postawione przez Wojciecha Smarzowskiego pytania rzeczywiście są tylko bezmyślnym atakiem?

Angelika Gieniec

Zdjęcia: http://cinema3d.pl/tarnow/film/kler