Boimy się węży. Zupełnie, zresztą, niepotrzebnie. Nawet jadowita żmija, jeśli nie będzie przez nas niepokojona i drażniona, nie ukąsi. A cóż dopiero zaskroniec zwyczajny (Natrix natrix) – uroczy, łagodny i niezwykle pożyteczny wąż. Powinniśmy cieszyć się, jeśli spotkamy go w swoim ogrodzie! Kiedy już się zapuści w pobliże ludzkich siedzib, chętnie rozprawi się z myszami i szczurami, czy też innymi gryzoniami, sprawiającymi nam problemy.
To piękne stworzenie nie gryzie, nawet bardzo przerażone. Zaskroniec ma inną taktykę… Mówię o tym, nie dlatego, żeby straszyć, ale żeby przestrzec. Otóż, zaniepokojony, zaskoczony wąż udaje martwego. Ale to jeszcze nic… Jeśli zdecydujemy się wziąć go do ręki, a to kusi, to pożałujemy… Uh! Chyba nic tak nie cuchnie, jak rozdrażniony zaskroniec! Wierzcie mi, przerabiałam to… Bo ten wąż, kiedy czuje się zagrożony, nie tylko udaje trupka. On też potwornie cuchnie jak trupek… Wydziela ciecz, której smród (bo trudno tu mówić o zapachu) porównać można do mieszaniny woni padliny, zgniłej cebuli, fekaliów… Wystarczy? Dla wzmocnienia efektu dodam tylko, że fotki zaskrońca wyszły ładne, ale przedtem, o nieszczęsna idiotka!, wyciągnęłam go za ogon z zarośli i to był mój błąd… Moje śniadanie wylądowało w krzakach… A potem długo, długo nie mogłam domyć ręki…
Ale wróćmy do rzeczy. Teraz, właśnie w sierpniu i wrześniu, przychodzą na świat młode zaskrońce. Wylęgają się z jaj złożonych przez samicę dwa miesiące wcześniej, w liczbie od 9 do 40. Małe, jak ołówek, ale już samodzielne! Jak są małe, łatwo zrozumieć – spójrzcie na zdjęcie, na którym taki sierpniowy malec leży na piasku obok sosnowych igieł, niewiele mniejszych od niego. Ten zaskrońcowy niemowlak bardzo był ciekaw aparatu. Ładnie pozował, ale kiedy zanadto się zbliżyłam, „pogroził” mi, otwierając swoją maleńką paszczkę i sycząc głośno. Zwykle jednak zaskroniec ucieka na widok człowieka, możemy więc mówić o dużym szczęściu, jeśli uda nam się zrobić mu zdjęcie z bliska.
Zaskroniec zwyczajny jest duży i okazały. Samica mierzyć może nawet półtora metra i jest większa od samca (Znowu! Pamiętacie modliszkę i tygrzyka? Jaka ta natura mądra…). Ubarwienie tego węża z rodziny połozowatych jest tak charakterystyczne, że nie sposób go pomylić z jakimkolwiek innym u nas występującym (a nie ma ich wiele, raptem pięć gatunków…). Właśnie od tych rzucających się w oczy jasnych plam “za skroniami” pochodzi jego polska nazwa. Widać je zresztą wyraźnie na zrobionych przez mnie zdjęciach. Funkcja makro w aparacie to świetna rzecz… I ciekawostka – choć ubarwienie zaskrońca jest zwykle szarawe, czasem z małymi ciemniejszymi cętkami, w Bieszczadach możemy natknąć się na formę melanistyczną tego gatunku, całą czarną, pozbawioną nawet typowych plam. Szkoda, że choć tak niewinny i łatwy do rozpoznania, zaskroniec często pada ofiarą turystów, ogrodników, spacerowiczów i działkowiczów, dla których każdy wąż, to „straszliwa żmija”, więc zabijają wszystko, co pełza… Warto pamiętać, zanim wpadniemy w histerię, że wszystkie węże na terenie naszego kraju są pod ochroną! Nawet ta „straszna żmija”, która, jak już wspomniałam, wcale nie jest groźna…
Zaskrońce zimują w spróchniałych pniach, norach kretów, czasem w stertach gałęzi, kompostownikach. Gromadnie, żeby było cieplej. Dlatego warto gdzieś w kącie ogrodu, zwłaszcza, kiedy mieszkamy niedaleko wody, wilgotnych środowisk, które preferują te gady, zostawić stertę liści, badyli, kompostu, spróchniałych resztek drzew. Tam też, jeśli dopisze nam szczęście, jakaś samica zaskrońca może złożyć jaja po godach, które odbywają się najczęściej w kwietniu i maju. Wtedy można czasem natrafić na kłębowiska węży, wijących się wokół siebie. Nie trzeba się bać, wystarczy po prostu zostawić je w spokoju. Tak samo zróbmy, kiedy po zimie trafimy na węża wylegującego się i grzejącego w słońcu. Nie płoszmy go! Musi się ogrzać po zimnych miesiącach, żeby uruchomić metabolizm i móc normalnie funkcjonować! I tak nie ma łatwego życia… Młode zaskrońce, a wcześniej jaja, padają łupem szczurów, kun, ptaków, nawet większych żab. Na dorosłe osobniki czyhają bociany, ptaki drapieżne, czaple lisy i borsuki. Ale największym zagrożeniem dla zaskrońca jest człowiek, niszcząc jego naturalne środowisko, zabijając bezmyślnie, z niewiedzy. Wiele tych pięknych węży zginie teraz, jesienią, na naszych drogach, rozjechane przez samochody, kiedy po chłodnej nocy będą chciały ogrzać się na ciepłym asfalcie… Także zanieczyszczenie środowiska, zwłaszcza wód, gdzie znajdują pożywienie, przyczynia się do ich coraz rzadszego występowania. Ostatnio coraz więcej tych węży, ale też innych zwierząt, pada ofiarą kosiarek, zwłaszcza samojezdnych…
Oprócz ciepłych, nasłonecznionych miejsc, w których wygrzewa się, jak wszystkie węże, zmiennocieplne z natury, więc zmuszone do pobierania ciepła z zewnątrz, możemy spotkać zaskrońca tam, gdzie najczęściej bytuje. A są to miejsca wilgotne, podmokłe, okolice zbiorników wodnych, nawet niewielkich, jeśli tylko znajdzie w nich ulubione żaby. Przepiękną, okazałą samicę, mierzącą ponad metr, widziałam na brzegu Wątoku, za dawną Almą. Zaskrońce są doskonałymi pływakami. Miło obserwować tego gada, jak płynie zgrabnie i szybko z tą swoją śliczną główką uniesioną nad powierzchnię wody. Ale ten wąż nie pogardzi również, jak wspomniałam, szczurem, myszą, nornikiem czy rybą. Maluchy zjadają kijanki, dżdżownice, małe rybki i larwy traszek. Rozprawiając się z gryzoniami, stają się naszymi sprzymierzeńcami, chroniąc uprawy i ogrody. Swoją zdobycz namierza, używając do tego rozwidlonego języka, którym wyłapuje z powietrza cząsteczki zapachów. Nie bójmy się więc, kiedy zaskroniec „pokaże nam język”! To nie „żądło”! On po prostu bada, czy nic mu nie grozi. Kiedy uchwyci językiem cząsteczki zapachu, używa tak zwanego „narządu Jakobsona”, umieszczonego wewnątrz pyska, dzięki któremu może rozpoznać i zidentyfikować woń.
Pamiętajmy więc – zaskrońca nie trzeba się bać! Co więcej, jako zwierzę chronione, nie może być odławiane, wyłapywane, niepokojone przez człowieka! Jeśli już tak bardzo się ich boimy, to w miejscach, gdzie można je spotkać, tupmy głośno. Węże są wprawdzie głuche, ale doskonale wyczuwają drgania podłoża, uciekną więc, zanim je zobaczymy. Zresztą, jak już wspomniałam, one bardzo boją się ludzi, dlatego nie tak łatwo je zaobserwować z bliska. Ale czasem przyzwyczajają się do człowieka, jeśli zamieszkają w pobliżu i nie będą przez nas niepokojone. Można je wtedy oglądać z niewielkiej odległości i mieć z tego wielką frajdę. A jeśli się nie boimy, co godne pochwały, to, zobaczywszy zaskrońca, cieszmy się tym spotkaniem. I to póki mamy czas, bo już wkrótce, w październiku, te piękne, niezwykłe zwierzęta, zapadną w sen zimowy aż do marca. No i, oczywiście, pochwalcie się nam zdjęciami. Tylko nie płoszcie zaskrońca i, na litość Boską!, nie dotykajcie go. Bo, pominąwszy zakaz straszenia, dostarczy Wam naprawdę ekstremalnych wrażeń węchowych…
Maria Polaczek
Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…
Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…
Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…
W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…
Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…
23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…