Ciekawie w Tarnowie

Książę Roman Sanguszko – barwna postać przedwojennego Tarnowa.

Większość tarnowian, zwłaszcza starszych i ze średniego pokolenia, wie zapewne, kim był książę Roman Władysław Stanisław Andrzej Sanguszko, syn Eustachego Stanisława Sanguszki i Konstancji Anny z Zamoyskich. Ostatni pan na Gumniskach i Podhorcach, jedna z najbarwniejszych postaci przedwojennego Tarnowa, już za życia otoczony legendą.

Wychowywany przez nieco apodyktyczną matkę, nie skończył żadnej szkoły, ale odebrał tzw. wychowanie domowe. Był jednym z najbogatszych ludzi przedwojennej Rzeczypospolitej, ale bynajmniej nie skąpcem ani dusigroszem. Wprawdzie swoim majątkiem kierował przez zarządców i pełnomocników, ale do dziś krążą wśród najstarszych mieszkańców Tarnowa opowieści o tym, jak to książę Roman sprawdzał osobiście, jak żyje się jego pracownikom, oficjalistom majątku, dobrze zresztą opłacanym. Ponoć potrafił nawet, wszedłszy do chałupy, zaglądać gospodyni w garnki, co tam dobrego gotuje, a bywało, jak słyszałam, nie raz, że skosztował potrawy, ba, poczęstował się obiadem. Młodej mężatce, do której trafił, przejętej, że sam książę ją odwiedził, powiedział nawet: „Bardzo dobry obiad ugotowałaś! Mąż chyba zadowolony, że tak dobrze gotujesz!”. Uradowana kobieta aż pokraśniała z radości!

Zapamiętany został jako dobry, hojny i życzliwy człowiek, pomagający każdemu, jak tylko mógł, do którego śmiało przychodzili ludzie ze swoimi problemami. Zdarzyło się, tuż przed wojną, że jednej z uboższych rodzin ze Skrzyszowa spłonęła, czy też zawaliła się, stara chałupa. Matka rodziny, załamana, poszła po radę i pomoc do księcia. Ten, wzruszony dramatem ludzkim, powiedział: – Weź sobie cegły z mojej cegielni, ile ci potrzeba, drewna, wszystkiego, co do budowy niezbędne! – Ale ja nie mam pieniędzy – odpowiedziała kobieta. – A, tam! – machnął ręką książę Roman. – Bierz, co ci potrzeba, bo przecież dach nad głową musicie mieć, a ja już się pobudujecie, to mi tam kiedyś odpracujesz w ogrodach!

Owo „kiedyś” nigdy nie nastąpiło… Przyszła wojna, książę Roman wyjechał z Gumnisk, by już nigdy do nich nie powrócić, a dom, zbudowany z książęcej cegły, stoi, o ile wiem, do dziś… Wiele opowieści narosło również wokół romansu i małżeństwa księcia Romana z żoną inżyniera tarnowskich Azotów, Wandą Krynicką. Pani ta, w której książę zakochany był bez pamięci, dla Sanguszki rozwiodła się z mężem i wyjechała z nim do Francji, gdzie, gdy zaszła w ciążę, wzięli ślub cywilny. Chodziły słuchy, że Roman Sanguszko Wandę Krynicką… wygrał od jej męża w karty. Cóż… Gdyby istotnie tak było, to wcale bym nie dziwiła się temu, że odeszła od męża… Stawiać żonę jako fant w grze karcianej?! A cóż wart taki mąż?!

Roman Sanguszko znany był też jako zapalony automobilista. To on nabył pierwszy w Tarnowie samochód. A że miał ułańską fantazję, zdarzało mu się, jak głoszą opowieści, wjechać samochodem do sklepu. Albo kurę Żydowi przejechać. Zawsze w takich wypadkach pokrywał szkody z nawiązką, nic więc też dziwnego, że nikt nie miał o to do pana na Gumniskach pretensji. Miał też zwyczaj zamieniać się miejscami z szoferem, który rozsiadał się wygodnie na siedzeniu, wożony przez swojego pracodawcę.

Za automobilowymi przygodami księcia wiąże się też następująca opowieść. Miał on polecić swoim pracownikom wymienić kawałek muru w Gumniskach na udatnie naśladującą oryginał atrapę. I wtedy to, wioząc jedną ze swoich arystokratycznych ciotek, z całym impetem wjechał w „mur”, doprowadzając nieszczęsną ofiarę figla niemal do zawału…

1931 rok

Nie tylko jednak konie mechaniczne pasjonowały księcia Romana. Kochał też konie arabskie. Nie szczędził pieniędzy na swoje stado, na zakup najpiękniejszych okazów w krajach arabskich. To jemu właśnie zawdzięczamy sprowadzenie do Polski w roku 1931 słynnego ogiera Kuhailana Haifi, który padł, niestety w roku 1934. Jednak jego krew płynie w żyłach wielu legendarnych polskich arabów, między innymi tak słynnych, jak Ofir, Wielki Szlem, Witraż, czy bardziej współczesny, nagradzany na czempionatach, nadzwyczajnej urody ogier El Paso. Aby zrealizować ten zamiar, zatrudnił najlepszego specjalistę od hodowli koni, Bogdana Ziętarskiego, legendę polskiej hodowli koni czystej krwi arabskiej, i wysłał go na Bliski Wschód po konie do swojej stadniny.

Kiedy został wdowcem, powrócił, w roku 1937, do Tarnowa, wraz z synkiem Piotrem i pasierbicą Barbarą. Tu, mimo bolesnych doświadczeń, nie zamknął się we własnym świecie, ale powrócił do roli „dobrego księcia”. Świadczy o tym chociażby szlachetny gest z 1938 roku, kiedy to podarował miastu Tarnów 17 hektarów gruntów na Górze Św. Marcina, wraz z przysypanymi wtedy ruinami zamku Tarnowskich, z przeznaczeniem na park miejski.

Druga wojna światowa wygnała księcia Romana, wraz z synem Piotrem, z Gumnisk, najpierw do Podhorzec, a potem do Rumunii, skąd przedostał się drogą morską do dalekiej Argentyny. Tam nie zapomniał, że jest Polakiem, wspomagał finansowo Polonię, należał do stowarzyszeń polonijnych, zbudował nawet i wyposażył własnym sumptem Dom Spokojnej Starości dla Polaków i Polonii w Sao Paulo, który stał się także centrum kultury polonijnej. Swoje życie dzielił pomiędzy Argentynę i Francję, ale o Ojczyźnie nie zapomniał. Wspierał finansowo rodaków w kraju i za granicą, zwłaszcza rodziny swoich przedwojennych pracowników, instytucje polonijne. Robił to dyskretnie i bez rozgłosu. Gdyby nie korespondencja z rodakami pozostałymi w kraju i wspomnienia wdzięcznych obdarowanych, pewnie nikt by się o tym nie dowiedział… Jeszcze tuż przed śmiercią, w roku 1884, podarował krakowską kamienicę Sanguszków, stojącą przy ul. Franciszkańskiej, Archidiecezji Krakowskiej. Dziś mieści się w niej Uniwersytet Papieski Jana Pawła II. Warto wspomnieć, że wybór Papieża Polaka bardzo księcia Romana ucieszył. Jan Paweł II otrzymał od niego w darze uratowane z podhoreckiego pałacu bezcenne barokowe ornaty.

Książę Roman Sanguszko, choć bogaty i znany, szczęśliwy nie był. Po śmierci ukochanej Wandy już nie znalazł szczęścia w miłości, choć żenił się jeszcze dwukrotnie… Z dala od rodzinnego kraju, samotny, mimo że otaczało go wielu ludzi, zmarł w 1984 roku w Sao Paulo i tam też został pochowany. W pamięci najstarszych tarnowian książę Roman Sanguszko zapisał się jako człowiek swawolny, dowcipny i trochę lekkoduch, ale o złotym sercu, niezwykle hojny, życzliwy i dobry. A może w Waszych rodzinach przekazywane są jakieś opowieści o ostatnim panu na Gumniskach? Podzielicie się nimi z nami?

Maria Polaczek

źródło fot.

  1. /http://archiwum2008-2014.tarnowskikurierkulturalny.pl/f_a_sypek.htm
  2. https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/foto/roman-sanguszko-1931-r
  3. http://archiwum2008-2014.tarnowskikurierkulturalny.pl/koniec_sanguszkow_w_gumniskach.htm

 

Dane

Recent Posts

Duży sukces tarnowskich koszykarzy

Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…

8 lat ago

Piłkarze ręczni z szansami na awans

Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…

8 lat ago

Szlak Ceramiczny Regionu Tarnowskiego

Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…

8 lat ago

Na 20-leciu PWSZ w Tarnowie nie tylko bizarnie

W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…

8 lat ago

Liga typerów

Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…

8 lat ago

Wywiad z Jakubem Zającem

23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…

8 lat ago