Wszystko zaczyna się pewnej deszczowej nocy, podczas której dwoje nieznajomych, podróżujących tym samym dyliżansem pocztowym, który ulega niegroźnemu wypadkowi, musi spędzić razem noc w mizernej chatce. Mimowolnie zostają skazani na swoje towarzystwo pośród ciemności, które rozświetla jedynie lichy płomień świeczki. Wydawać by się mogło, że dotrwają do blasku jutrzenki w kompletnym milczeniu, ale pamiętamy, że autorem tekstu jest Fredro, więc skądinąd dramatyczna sytuacja w mgnieniu oka przemieni się w komedię omyłek.
Nad mężczyzną (Ireneusz Pastuszak), jak sam powiada, ciąży fatum przejawiające się spotykaniem nieodpowiednich kobiet. Niebagatelne doświadczenie w tejże materii, od samego początku, kiedy jego towarzyszka niedoli wsiadała do dyliżansu, podpowiadało mu, że skończy się to nieszczęściem. I tak też się stało. Uprzedzony do płci białej z góry zakłada, że ma do czynienia z kobietą już zwiędłą, bo nigdy jeszcze nie spotkał na swojej drodze młodej i pięknej. Zaczyna nawet snuć opowieść, a w zasadzie monolog, o nieszczęściach, jakie go spotkały, kiedy los stawiał na jego drodze niewiasty. Z kolei kobieta (Ewelina Bieś) siada na krześle, blisko świecy, której płomień nie posiada wystarczającej mocy, żeby rozjaśnić jej twarz. Początkowo traktuje współwięźnia przedmiotowo, próbuje nim dyrygować, ale wykonywane przezeń polecenia nie przynoszą jej satysfakcji. W dodatku nieznajomy zaczyna robić jej na przekór. Dochodzi przy tym do wymiany zdań skrzących się obopólnymi uprzedzeniami w stosunku do płci przeciwnej. Kobieta zaczyna dostrzegać w nim starego, zgryźliwego kawalera, który nie potrafi wyjść poza swoje wąskie męskie myślenie. Czas płynie wolno, dowcip coraz bardziej się wyostrza, a ciemność płata figle. Jednakże ci dwoje niewiedzą, że najistotniejszą rolę odegra tej nocy dogasająca świeczka…
„Świeczka zgasła” w interpretacji Dawida Szpary trzyma się wiernie swojego literackiego pierwowzoru, co w przypadku tekstów Aleksandra Fredy jest raczej zaletą niźli wadą, ponieważ jego twórczości nie nadgryzł ząb czasu. Fredrowska fraza, pomimo niewielkiej ilości archaizmów, wciąż ma się doskonale i bawi kolejne pokolenia. Cieszy również, że młodzi twórcy coraz częściej sięgają po jednoaktówki komediopisarza, szczególnie jeśli robią to z takim wyczuciem, jak reżyser Sceny TABU.
„Świeczka zgasła” zostanie jeszcze zagrana w ostatni weekend lutego. Ci, którzy nie widzieli spektaklu, powinni koniecznie odwiedzić znajdującą się na tarnowskim Rynku Scenę TABU.
Krystian Janik
Zdjęcia autorstwa Pawła Topolskiego pochodzą z oficjalnej strony miasta Tarnowa: http://tarnow.pl/Dla-mieszkancow/Galerie-zdjec/Kultura/Galeria-Kultura-2019/Tarnowska-Scena-TABU-premiera-spektaklu-Swieczka-Zgasla
Oficjalny Facebook Sceny TABU: https://www.facebook.com/ScenaTabu/
Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…
Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…
Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…
W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…
Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…
23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…