Teatralna adaptacja „Trans-Atlantyku” została doprawiona fragmentami „Dziennika 1953-1969” Witolda Gombrowicza, w którym autor opisywał swoje życie po przybyciu z Polski do Argentyny. Gombrowicz przypłynął do Argentyny doszczętnie zdemoralizowany i rozprężony, nie interesowała go literatura, ale właśnie na obczyźnie odrodził się, przybrał nową formę i stworzył swoje największe dzieła. Gombrowicz, którego oglądamy w „Trans-Atlantico” (w tej roli Aleksander Fiałek), jest rozdarty pomiędzy przeszłością, a przyszłością, i to na oczach widzów dokonuje się jego metamorfoza.
Gombrowicz snuje się po Argentynie, aż w końcu trafia do Polskiego Poselstwa, do swoich rodaków, gdzie Polak Polaka zawsze wspomoże, choćby najnędzniejszymi drobniakami i paplaniną skleconą z barokowej frazy i gawędy romantycznej. Minister Feliks Kosiubidzki (Tomasz Wiśniewski) ma wobec Piśmiennictwa naszego Narodowego do spełnienia obowiązek, wszakże z Gombrowicza jest literat, więc do gazet artykuły wychwalające Wielkich Pisarzów i Geniuszów pisać musi. Swoje trzeba chwalić, bo wszystko, co polskie jest najlepsze i nie może zostać zjedzone przez jakichś cudzoziemców. Polakiem trzeba być wszędzie i nie wolno się tego wstydzić; trzeba wychwalać! Z Polakami się spotykać i pić z nimi przy jednym stole. Jednak Gombrowicz ciągle się waha, niby czuje więź z rodakami, ale im mocniej z nimi się zaznajamia, tym bardziej oddala się od nich. Próbuje zachować status indywiduum, choć nachalny patriotyzm wcale mu tego nie ułatwia.
Przełomowym momentem w rozterkach polskiego literata jest poznanie Gonzala (Tomasz Schimscheiner), który dostrzega w nim człowieka osamotnionego pośród rodaków i oferuje mu przyjaźń. Gombrowicz odkrywa, że Gonzalo, najlepszy argentyński pisarz, jest homoseksualistą, ale nie opuszcza jego towarzystwa i daje się wciągnąć w intrygę. Gonzalo ugania się za Ignacem (Stefan Krzysztofiak), synem Majora Tomasza Kobrzyckiego (Ireneusz Pastuszak), ale nie wie, jak się wcisnąć do jego kompani, bo jest cudzoziemcem, a Polacy piją tylko z Polakami. Do stolika przy którym siedzą ojciec z synem posyła Gombrowicza, jednakże rozdarty pomiędzy światami pisarz wyjawia Majorowi zamiary swego nowego przyjaciela. Całe zajście kończy się pojedynkiem na pistolety argentyńskiego homoseksualisty z polskim wojskowym. Dla Polskiego Poselstwa staje się to pretekstem do manifestowania polskości poprzez zorganizowanie polowania z chartami na szaraka, choć w Argentynie szaraków nie ma, i zaproszenia na nie cudzoziemców, żeby zobaczyli, jak wyglądają najwspanialsze zwyczaje narodu polskiego.
Gombrowicz wciąż się waha, zaś Gonzalo pokazuje mu różnice pomiędzy „Ojczyzną”, której patronuje konserwatywny Tomasz, a „Synczyzną”, za którą skrywa się młodość i piękno Ignaca. Z „Ojczyzny” trzeba się wyzwolić poprzez „Synczyznę”, bo inaczej poznanie samego siebie nie będzie możliwe, a indywiduum zostanie wchłonięte przez zbiorowość, która nakazuje chwalić wszystko, co wspólne. Z czasem Gombrowicz zaczyna odczuwać coraz większy lęk przed zagrażającym mu ze strony rodaków ograniczeniem własnej osobowości i zwraca się w stronę Gonzala. Rozpięty pomiędzy ślepym patriotyzmem a egzystencją poza zbiorowością, wplątany w intrygi, zmierza w stronę poznania samego siebie.
Oszczędzając fabularnych spojlerów czas pochylić się nad kreacjami aktorskimi, które w „Trans-Atlantico” są znakomite. Na najwyższą ocenę zasługuje Tomasz Schimscheiner, którego widok w obcisłym gorsecie i butach na wysokim obcasie z pewnością na długo pozostanie w pamięci tarnowskich widzów. Jego Gonzalo jest postacią przekonującą, niezwykle charyzmatyczną, ekscentryczną, cechującą się swoistą bezpruderyjnością, figlarnością i delikatnością jednocześnie. Natomiast Witold Gombrowicz w interpretacji Aleksandra Fiałka jest zagubiony, rozdarty, opanowany przez wewnętrzną walkę z groteskową rzeczywistością. Jego postępująca metamorfoza wzbudza niepokój, ponieważ do końca nie wiadomo, w którym momencie zostanie zatrzymana. Na pochwałę zasługuje cały zespół tarnowskiego teatru, ponieważ wszyscy aktorzy doskonale odegrali swoje role. Nie można oczywiście nie wspomnieć o pierwiastku kobiecym, bowiem Señora Ewy Sąsiadek za każdym razem, kiedy pojawia się na scenie wnosi do sztuki malowniczość i południowoamerykański temperament.
„Trans-Atlantico” w reżyserii Tomasza Gawrona jest opowieścią o Polsce pożerającej Polaków. Polsce stereotypów, Polsce owładniętej stadną mitologią, której celem jest niszczenie suwerenności jednostek. Spektakl udowadnia, że proza Witolda Gombrowicza jest wciąż aktualna, wszak czasy, w których żyjemy należą do prawdziwych Polaków i Polaków gorszego sortu. Do patriotów i zdrajców ojczyzny.
Krystian Janik
Zdjęcia autorstwa Pawła Topolskiego pochodzą z oficjalnej strony tarnowskiego teatru: http://www.teatr.tarnow.pl/spektakls/view/513
Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…
Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…
Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…
W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…
Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…
23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…