Jak każde wiekowe miasto, również Tarnów ma swoje tajemnice oraz legendy. Najciekawszą z nich i budzącą niewątpliwie największe emocje jest opowieść o tunelu, łączącym zamek Tarnowskich na Górze św. Marcina z kościołem oo. Bernardynów przy ulicy Bernardyńskiej. Gdybyśmy spytali mieszkańców Tarnowa o tajemnicze miejsca w ich rodzinnym mieście, zapewne wielu z nich tunel wymieniłoby na pierwszym miejscu. Czy w tej legendzie, jak w wielu innych, jest ziarno prawdy, czy jest ona li tylko wyssaną całkowicie z palca sensacyjną opowieścią? Spróbuję w niniejszym artykule poszukać odpowiedzi na to pytanie, posiłkując się źródłami, ale także wiedzą ludzi z Tarnowem związanych i mających na temat jego historii olbrzymią i niekwestionowaną wiedzę.
Najpierw jednak przypomnijmy w skrócie, o co chodzi. Co jakiś czas archeolodzy, podczas remontów i prac ziemnych w Tarnowie, natrafiają na pozostałości dawnej, często średniowiecznej, infrastruktury naszego miasta. Przy tej okazji, zwłaszcza, jeśli wykopaliska mają miejsce w okolicy kościoła oo. Bernardynów, wypływa sprawa tajemniczego tunelu. Ci, którzy twierdzą, że istniał i tylko patrzeć, jak zostanie gdzieś, kiedyś odkopany, utrzymują, że łączył on zamek Tarnowskich z klasztorem oo. Bernardynów, przechodząc głęboko pod korytem Wątoku. Po raz pierwszy owo tajemne przejście miało zostać odkryte w roku 1824, kiedy to przebudowywano dawny klasztor Bernardynów na tzw. Forum Nobilium, czyli Sąd Szlachecki. Ponoć odkryte wówczas wejście do tunelu zamurowano, gdyż uznano je za niepotrzebne. Sprawa ucichła, ale ożywa nadal, gdyż, jak pokazują badania archeologiczne, pod naszym miastem, a dokładnie jego najstarszą częścią, istotnie znajdują się rozmaite tunele i przejścia, badacze twierdzą jednak, że są to albo dawne kanały ściekowe, albo też korytarze łączące budynki lub elementy dawnych fortyfikacji grodu. Jak to więc jest z tym tunelem? Czy kiedykolwiek dowiemy się tego, czy uda nam się zweryfikować, co w tej opowieści jest prawdą, a co tylko sensacyjną, barwną legendą?
W monografiach Tarnowa, między innymi autorstwa Wincentego Balickiego, nasz tajemniczy tunel pojawia się jako realnie istniejący. Ponoć jeszcze w latach trzydziestych XX wieku, jak utrzymuje przedwojenna badaczka dziejów Tarnowa, Aniela Piszowa, żyła w Tarnowie staruszka, pamiętająca, jak swojemu ojcu-murarzowi nosiła obiady, kiedy ten zamurowywał, z polecenia tarnowskiego magistratu, odnalezione w roku 1824 wejście do tunelu. Jest tylko jedno ale… Gdyby istotnie pani owa to wszystko zapamiętała, musiałaby w latach trzydziestych XX-go wieku mieć już ponad sto lat… I to grubo… Zwykle zresztą, co interesujące, relacje o istnieniu tunelu przytaczane są za starszymi członkami rodzin, zwykle już nieżyjącymi… Sama natknęłam się na wypowiedź osoby, która twierdzi, że jej ojciec był w rzeczonym tunelu jako dziecko. Tunel ów miał być w późniejszych czasach rozbudowany i prowadzić do Pałacu Sanguszków w Gumniskach. Ponoć książę Sanguszko korzystał z niego jeszcze przed wojną, kiedy podczas deszczowej pogody jeździł do Tarnowa tym tunelem, na tyle szerokim, że mieścił powóz i konia, swoim powozem. Dzięki temu książę Sanguszko (chodzi tu zapewne o Romana, najbardziej barwną postać tego rodu) mógł pojawiać się w mieście znienacka, nie wiedzieć, skąd. Moja babcia, której ojciec, a mój pradziadek, przez jakiś czas pracował w Gumniskach u Sanguszków, również wspominała o tym… Ciekawe, ile w tym prawdy historycznej, a ile legendy, którą mieszkańcy Tarnowa ubarwili i tak już nietuzinkową osobę najpopularniejszego przed wojną Sanguszki? O samym Romanie Sanguszce można by napisać przecież tomy anegdot…
Zdania historyków i badaczy na temat istnienia przejścia pomiędzy Górą św. Marcina a klasztorem oo. Bernardynów są podzielone. Przeważa jednak opinia, iż jest to tylko barwna legenda. Korytarz musiałby przebiegać na odcinku ok. 2,5 km pod dnem Wątoku i dwóch mniejszych, nieistniejących już dziś cieków wodnych (Strusinianki i Młynówki), a to pociągałoby za sobą ogromne koszty (nawet w dzisiejszych czasach). Istniałaby również potrzeba wentylowania tak długiego podziemnego przejścia, musiałby więc znajdować się gdzieś przynajmniej jeden wylot takiego otworu wentylacyjnego. Na nic takiego dotychczas nie natrafiono, na sam tunel też, nawet podczas budowy południowej obwodnicy miasta, kiedy to wykonywano naprawdę głębokie wykopy. Ciągle jednak odkrycia archeologiczne czynione podczas prac ziemnych i remontów, podsycają wyobraźnię tarnowian, wskrzeszając opowieść o tajemnym korytarzu. Co ciekawe, mówi się również o innym tajemnym przejściu, które łączyłoby klasztor bernardynów z ówczesnym klasztorem ss. Bernardynek. Ponieważ klasztor żeński nie był tak ufortyfikowany i obronny, jak męski, przejście umożliwiałoby zakonnicom schronienie się w razie napaści u sąsiadów. W roku 2002 odkryto zaś sklepiony korytarz, wiodący od klasztoru, do nieistniejącej bastei, będącej elementem fortyfikacji.
Jedno jest pewne! Każde roboty ziemne czy remonty w okolicy kościoła bernardynów, budzą na nowo legendę tajemnego przejścia między zamkiem a miastem. Odżywają opowieści o śmiałkach, którzy odkryli wejście do niezwykłego korytarza i niewiele brakowało, żeby go spenetrowali, ale na przeszkodzie stawały im ciemność, brak powietrza lub wręcz trujące wyziewy i zasypane przejścia… Większość archeologów podważa istnienie tajemniczego tunelu. Pan Eligiusz Dworaczyński jest zdania, że początek legendzie dały odnajdywane podczas prac murowane podziemnie korytarze, które jednak były tylko przejściami pomiędzy piwnicami kamienic, bądź kanałami ściekowymi na tyle obszernymi, że mogły pomieścić człowieka. Zresztą powojenne badania archeologiczne zamku Tarnowskich, przeprowadzone w latach sześćdziesiątych i osiemdziesiątych, wykluczyły istnienie takiego przejścia z zamku do miasta… Poza tym, jak twierdzi historyk z tarnowskiego muzeum, przewodnik po Tarnowie, pani Dorota Lewicka, brak jakichkolwiek źródeł historycznych, w których taka inwestycja byłaby odnotowana. A przecież nawet w dzisiejszych czasach taka budowa trwałaby wiele miesięcy, a cóż dopiero w średniowieczu! Wtedy, z uwagi na poziom techniki, ciągnęłaby się latami. Trudno więc uwierzyć, by po tak szeroko zakrojonym przedsięwzięciu nie pozostała najmniejsza nawet wzmianka w kronikach czy annałach… Według niej i innych historyków tarnowskich, zapadanie się ulic Bernardyńskiej i Szerokiej spowodowane jest tym, że znajdują się pod nimi pozostałości dawnych zabudowań klasztornych, takich jak krypty czy piwnice.
Z kolei Jerzy Rostkowski, pasjonat tarnowskich (i nie tylko) tajemnic z przeszłości, autor poczytnych książek o tajemnicach historii, w rozmowie ze mną powiedział, że wprawdzie istnienie tunelu nie zostało potwierdzone dowodami i należy do tego podchodzić ostrożnie, są jednak poszlaki, które wskazywałyby na jego istnienie. Jedną z nich jest znajdujące się przy ul. Bernardyńskiej wejście do podziemi, obecnie zamurowane. Inne wiążą się z dawniejszą i bardziej współczesną działalnością wojskową. W dawnych czasach, w początkach istnienia dalekosiężnej artylerii, łączono i przebudowywano piwnice ciągnące się w kierunku południowym. Jeśli pójdziemy na południe od klasztoru, trafimy na przejazd kolejowy. Przed drugą wojną światową znajdował się tam schron. Po wojnie wojsko wykorzystywało piwnice tam się mieszczące na magazyny. Legenda głosi, że owe podziemia były częścią interesującego nas tunelu. Podobno z tych magazynów wiodło podziemne przejście prowadzące na teren dawnej jednostki wojskowej przy ul. Mościckiego… Cóż… Bliskość linii kolejowej, możliwość i łatwość załadunku i przeładunku broni oraz ludzi stanowią poszlaki, które mogłyby potwierdzać istnienie takiego przejścia… Ale czy wiodło ono dalej na południe, ku „Marcince”? Tego nie możemy stwierdzić, tak samo, jak istnienia podziemnego połączenia z koszarami… Warto byłoby przetrząsnąć archiwa Obrony Terytorialnej Kraju…
Kolejnym niezbadanym śladem, mogącym stanowić klucz do zagadki sprzed wieków, są piwnice południowej pierzei Rynku. Sam pan Rostkowski, próbując je badać, natknął się miejsce zabite, zabezpieczone grubymi belkami. Za belkami na pewno znajdowała się pustka… Same zaś bale połączone były nie gwoździami, ale ogromnymi kutymi ćwiekami, których rozmiary i sposób wykonania wskazywały jasno na średniowieczne ich pochodzenie. Eksploracja piwnic okazała się jednak bardzo trudna. Niska temperatura (ok. 8 stopni Celsjusza), bardzo wysoka wilgotność, utrudniały użycie sprzętu filmowego, który natychmiast pokrywał się parą, ulegał zawilgoceniu. Badanie tych podziemi wymagałoby specjalistycznego sprzętu do zdjęć jaskiniowych lub podwodnych.
I tak okazuje się, że choć niby wszystko już wiemy, tak naprawdę wciąż rodzą się nowe pytania… Jedno jest pewne! Pod naszymi stopami kryje się wiele zagadek. Pod powierzchnią naszych ulic i placów czekają na odkrycie wciąż nowe tajemnice… A Wy, drodzy Czytelnicy? Co o tym sądzicie? A może wiecie coś na ten temat? Miło byłoby, gdyby odezwali się do nas pasjonaci tarnowskich zagadek. Może wspólnie uda nam się odkryć Wielką Tarnowską Tajemnicę Podziemi?
Maria Polaczek
Źródło zdj. www.gazetakrakowska.pl/Paweł Chwał fot
Źródło www. www.zwiedzamymalopolske.pl/
Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…
Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…
Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…
W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…
Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…
23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…