Kulturalnie

Przysypany tęczą dźwięków. Rozmowa z Rafałem Huszno

O nowym graniu starych kawałków, maratonach rockowych, muzyce klubowej w plenerze i dziesięciu latach spędzonych w zimnym domu – rozmawiamy z Rafałem Huszno, frontmanem HUSH i Totentanz.

W tym roku od wydania „Zimnego domu” mija dziesięć lat. Jak wspominasz pracę nad tym krążkiem?

Po sukcesie „Niebólu” i wspólnej trasie koncertowej z Riverside zaszeleścił syndrom drugiego albumu. Powiększył się nasz fan club, byliśmy rozpoznawalni praktycznie wszędzie, a wszystkie stacje radiowe od Eski do Antyradia puszczały naszą muzykę. Można powiedzieć, że nie wypadaliśmy z rotacji. Nad „Zimnym domem” pracowaliśmy intensywnie. Już podczas trasy z „Niebólem” nagrywaliśmy kolejne kawałki i przeprowadzaliśmy pierwsze próby z nowym materiałem. Muzyka nie była robiona na szybko, według zasady, że musi powstać drugie wydawnictwo. Jednakże dobrze się stało, że „Zimny dom” pojawił się w ciągu roku, ponieważ przypieczętował to, co zapoczątkowała pierwsza płyta.

Na drugiej płycie zebraliście nieco lżejsze brzmienia niż na poprzedniczce. Czy ta zmiana była celowa?

Koncepcja tego krążka zrodziła się podczas prób i nagrań. Piosenka „Na koniec świata” była naszym najlżejszym numerem, a potem okazało się, że stała się radiowym przebojem. Antyradio do dzisiaj gra ten kawałek. Właśnie dzięki drugiej płycie trafiliśmy do Radiowej Trójki i zaliczyliśmy występ w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej. Ja zaś byłem gościem audycji MiniMax Piotra Kaczkowskiego. Nigdy nie przypuszczałem, że usiądę obok człowieka, który jest moim idolem i będziemy rozmawiać o muzyce. Po wywiadzie Piotr Kaczkowski powiedział mi, że najlepszym numerem na płycie jest w jego ocenie „Marionetka”.

Jak wyglądała praca nad kolejnością utworów?

Przeważnie powstaje jakaś lista, aczkolwiek nie do końca pamiętam, czy zaistniała dyskusja dotycząca ułożenia piosenek. To płyta niesamowicie melodyjna, podobnie jak pierwsza, ponieważ zawsze chcieliśmy, żeby naszym głównym motorem była melodia i specyficzny rodzaj aranżacji. „Zimny dom” różni się od „Niebólu” w znacznej mierze sposobem realizacji nagrań i procesem produkcji. Większość materiału z tego krążka gramy do dzisiaj na koncertach. Niektóre kawałki z biegiem czasu nabrały mocniejszego wydźwięku.

Jak Ci się słucha „Zimnego domu” po dziesięciu latach?

Zmieniłbym w nim parę rzeczy. Kiedyś myślałem o zrobieniu reedycji lub nagraniu kilku numerów na nowo. Nie chodzi o aranżacje, aczkolwiek z perspektywy czasu dostrzegam kilka innych rozwiązań dotyczących brzmienia i rozbudowania tych piosenek.

Które utwory masz na myśli?

Odświeżyłbym na pewno „Na koniec świata”. Z projektem HUSH wykonujemy ten numer na koncertach, ponieważ świetnie komponuje się z moją solową koncepcją. Zmieniłbym również brzmienie „Zimnego domu”, „Marionetki” i „Przeżyjemy zło”. Generalnie urozmaiciłbym brzmienia, żeby były mniej surowe niż w pierwotnej wersji.

 

 

Podczas drugiej odsłony festiwalu Tarnów Polskiej Piosenki miałeś okazję zaprezentować swój solowy projekt przed tarnowską publicznością. Co czułeś po tym występie?

Projekt HUSH już trochę istnieje, ale ten festiwal był naszym debiutem koncertowym. Piosenki, które zagraliśmy znacznie różniły się od wersji radiowych. Przygotowane przez nas aranżacje z pewnością nie sprawdziłyby się w mediach, szczególnie komercyjnych. Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu pisać piosenek na potrzebę mediów i nasze kolejne numery nie będą w najmniejszym stopniu zmiękczone. Jeśli ktoś będzie chciał zagrać je w takich wersjach, to najzwyczajniej w świecie to zrobi. Natomiast jeśli chodzi o odczucia, to na początku pojawił się stres, w końcu graliśmy na własnym podwórku, co zawsze wywołuje emocje. Jednakże wszystko poszło w dobrą stronę i przede wszystkim publiczność dopisała, aczkolwiek pora na granie takiej muzyki była wczesna. Zresztą każda muzyka sprzedaje się lepiej wieczorem, w oprawie świetlnej. Jestem bardzo zadowolony, tym bardziej, że nie usłyszałem jednego złego słowa po koncercie.

Niejedna osoba po waszym koncercie stwierdziła, że HUSH powinien być gwiazdą trzeciego dnia festiwalu.

Spotkałem się z wieloma przychylnymi wypowiedziami, również takimi. Uważam, że ocena powinna stać po stronie publiczności. W ogóle zestawienie tego dnia było specyficzne, ponieważ wszyscy byliśmy z innej bajki. Natalia Kukulska, która dała naprawdę świetny koncert, troszeczkę nie trafiła w gusta widowni. Jej obecna muzyka nie jest przeznaczona do tego typu odbiorców. W porównaniu z naszym koncertem, czy Mateusza Ziółko, podczas jej występu publiczność zaczęła się wykruszać.

Jak młodsi członkowie HUSH odnoszą się do grania numerów Totentanz?

To prawda, gram w tej chwili z młodym składem, ale moi koledzy z zespołu słuchali muzyki Totentanz jeszcze zanim nasze drogi się przecięły. Znają te numery w znacznie mocniejszych wersjach i chętnie grają je w innych aranżacjach. Zawsze byłem otwarty na pracę zespołową i tak samo jest w przypadku tego projektu. Pozwalam im na testowanie, więc jeśli ktoś wpadnie na pomysł złamania rytmu czy zagrania innej gitary, to jestem temu przychylny, ponieważ nie trzymam się zasady, że utwór musi być wiernie odegrany. Grający na gitarze Kamil Juszczyk, pomimo iż jest postacią znaną na rynku muzycznym, wkręcił się w ten projekt i odpowiada mu moja wizja grania. Dałem mu pełną wolność, jeśli chodzi o realizację gitary. Kamil jest frontmanem zespołu Sayes, ale pomiędzy nami nie ma nawet namiastki rywalizacji. Potrafi bardzo dobrze współpracować i gdyby zaprosił mnie do swojego projektu, również nie byłoby mowy o jakichkolwiek przepychankach. Niedawno zaczął realizować swój solowy pomysł, bowiem chce się sprawdzić poza Sayes. W projekt HUSH są zaangażowani również Maciek Boryczko i Tomek Kapustka. Dzięki nim sekcja rytmiczna osiąga najwyższą jakość, a przy tym nie jest przekombinowana. Po koncercie festiwalowym powiedzieliśmy sobie, że będziemy robić to dalej.

Czerpiecie od siebie inspiracje?

Zdecydowanie tak. Łączy nas zamiłowanie do podobnego rodzaju muzyki. Kamil wnosi jeszcze coś, czego zawsze mi brakowało, czyli drugi wokal wspierający, który jest petardą jeśli ktoś śpiewa dobrze. On robi to doskonale, trafia w dźwięki i wie, jak w danym momencie ma zaśpiewać.

Zarejestrowaliście koncert z Tarnowa Polskiej Piosenki?

Cały koncert został zarejestrowany i na pewno coś z tego wybierzemy. Chcemy zrobić wersję live i może zsynchronizujemy całość z jakimiś migawkami z koncertu. Następnym naszym krokiem będzie nagranie nowych kawałków studyjnych na tzw. setkę, czyli na starą dobrą modłę.

 

 

Nie brakuje Ci w Tarnowie porządnego klubu?

Takiego miejsca brakuje mi od lat i dziwię się, że wszystkie samorządy, które rządzą miastem, nigdy nie poruszały tego tematu. W latach osiemdziesiątych w Tarnowie przynajmniej raz w tygodniu odbywały się koncerty ówczesnych gwiazd. Przeważnie przywozili ze sobą dwa-trzy supporty, rozkładali się na scenie w Hali Gumniska i grali maratony rockowe. Hala w obecnym stanie nie nadaje się do grania, zaś miasto potrzebuje klubu na 500-700 osób. Jeśli powstałoby takie miejsce, to jestem pewien, że do Tarnowa chcieliby przyjeżdżać artyści, którzy na polskiej scenie muzycznej coś znaczą. Ludzie przychodziliby na te koncerty, bo czują muzyczny głód. Niestety póki co muszą zadowalać się imprezami plenerowymi, które rządzą się swoimi prawami. Mamy mnóstwo znakomitych zespołów, które grają trasy w klubach i omijają Tarnów szerokim łukiem. Ludzie zainteresowani danym rodzajem muzyki wiedzą, na jaki koncert kupują bilety, zaś jeśli na imprezie plenerowej pojawi się jakaś alternatywna, nie grana w mediach kapela, to pod sceną stoją cztery osoby. Przyszły prezydent miasta, ktokolwiek nim będzie, powinien o tym pomyśleć. Trochę pustostanów w tym mieście stoi, nawet na obrzeżach, a zrobienie takiego klubu nie generuje wielkich kosztów. Wielokrotnie graliśmy w miejscach, o których wcześniej nikt by nie powiedział, że mogą stać się klubami. Niektóre z nich nie miały nawet dopieszczonego wystroju, a i tak wieczorami zapełniały się zdeklarowanymi fanami muzyki.

Przez brak takiego klubu początkujące lokalne kapele nie mają się gdzie zaprezentować i muszą czekać na wydarzenia cykliczne, typu DemoGraMy czy Juwenalia, a potem młody tarnowski zespół staje się nagle krakowski lub rzeszowski.

Młodzi nie mają gdzie rozwijać skrzydeł, więc wyjeżdżają do większych miast, przecież nie można grać tylko na próbach. Gdyby w Tarnowie działał klub muzyczny, to jestem przekonany, że przyjezdni artyści chętnie widzieliby na scenie support w postaci lokalnej kapeli. Działa to w ten sposób, że młoda grupa wysyła swoje demo, a menadżerowie weryfikują ich umiejętności.

Jesteś współtwórcą DemoGraMów, więc najlepiej wiesz na jakim poziomie grają lokalne zespoły.

Każdego roku do konkursu DemoGraMów zgłasza się sporo zespołów. W tej chwili istnieje w Tarnowie co najmniej dziesięć zespołów, które mogłyby grać supporty przed gwiazdami.

Kto podobał Ci się najbardziej podczas tegorocznych DemoGraMów?

Bardzo podobała mi się Harissa, która została wyróżniona drugim miejscem. Jeśli będą mocno pracować, to na pewno wypłyną na szerokie wody. Fantastycznie wypadła grupa Dreamheart z Rzeszowa. W ich występie było czuć świeżość, ogromną swobodę i zabawę muzyką. Według mnie mogliby tego dnia zagrać swój własny koncert.

Wspomniałeś o maratonach rockowych organizowanych w latach osiemdziesiątych. Pamiętam, że mieliście ongiś z Totentanz okazję zagrać na takim maratonie na Hali Gumniska. Jak wspominasz to wydarzenie?

Ta impreza była niesamowita. Przyszło mnóstwo ludzi i cała hala została zapełniona. Podczas tego koncertu wystąpił Carrion, który był wówczas zespołem stawiającym pierwsze kroki na rynku muzycznym. Teraz są znaną i cenioną kapelą. Dostali okazję zagrania wielkiego koncertu i wypadli znakomicie. Było to ostatnie rockowisko w Tarnowie. Kiedy zobaczyłem ten tłum ludzi przed halą, to przypomniały mi się lata, kiedy miałem naście lat i stało się w kolejkach po bilety. Na maratonie zagrało kilka zespołów jeden po drugim i to przyciągnęło ludzi, bo każdy z nich miał swoich odbiorców. Podkreślam, że wszystkie kapele wypadły wtedy rewelacyjnie.

Miejmy nadzieję, że właśnie takie koncerty powrócą do Tarnowa, a Tobie życzę udanego dziesięciolecia „Zimnego domu”. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję Ci również i podpisuję się pod powyższym.

Krystian Janik

Fotografie:

  1. Rafał Huszno podpisuje płyty w kawiarni Hybryda w Tarnowie (27.07.2018) – fot. Lidia Jaźwińska
  2. Rafał Huszno podczas występu HUSH na festiwalu Tarnów Polskiej Piosenki (21.07.2018) – fot. Maciej Kisiel

Rozmowa odbyła się 27 lica 2018 roku w kawiarni Hybryda w Tarnowie.

 

 

tech

Recent Posts

Duży sukces tarnowskich koszykarzy

Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…

8 lat ago

Piłkarze ręczni z szansami na awans

Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…

8 lat ago

Szlak Ceramiczny Regionu Tarnowskiego

Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…

8 lat ago

Na 20-leciu PWSZ w Tarnowie nie tylko bizarnie

W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…

8 lat ago

Liga typerów

Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…

8 lat ago

Wywiad z Jakubem Zającem

23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…

8 lat ago