Wojtku, jesteś znany z tego, że nie możesz długo wysiedzieć w jednym miejscu. Czy przydarzyło Ci się ostatnio coś, co szczególnie zapamiętałeś?
W ostatnią niedzielę czekałem na Andrzeja Krzywego, wokalistę zespołu De Mono, z którym miałem przyjemność zagrać wspólny koncert w Żabnie, przewrotnie zatytułowany „Krzywy Klich”. Na tarnowskim dworcu kolejowym, wypatrywałem jego spóźnionego pociągu. I wtedy wydarzyło się coś dziwnego – z tego peronu, na którym stałem, pociąg jadący do Krynicy odjechał bez pasażerów. Pani zapowiadająca poinformowała oczekujących o zmianie peronu dopiero, kiedy ich pociąg ruszył. Niedoszli pasażerowie tylko pomachali, a raczej ja pomachałem, ponieważ mogłem sobie pozwolić na taki filmowy żart. Co młodsi poszli na stopa, bo im to nie przeszkadza, a starsi, poruszeni zaistniałą sytuacją, dzwonili po instytucjach, żeby się pożalić.
Miejmy nadzieję, że artyści, których zaprosiłeś do Tarnowa na tegoroczny Był Sobie Blues nie będą mieli takich problemów, jak spóźniony Andrzej Krzywy i pasażerowie niefortunnego pociągu do Krynicy.
Mimo wszystko wykonawców, którzy wystąpią podczas piątkowego koncertu poproszę, żeby przyjechali pociągami, aczkolwiek podejrzewam, że większość i tak wybierze samochody. Jednak zabiorą ze sobą trochę sprzętu, więc podróż pociągiem z instrumentami na barkach nie zawsze bywa komfortowa. Chyba, że znajdzie się ktoś grający na harmonijce ustnej, czy samotna wokalistka. Dla takich artystów podróż torami nie powinna być problematyczna, chociaż teraz nawet samotne wokalistki przyjeżdżają brykami swoich facetów (śmiech). Naprawdę ciężko jest wsadzić muzyka do pociągu, jednakże Andrzej Krzywy wsiadł, ale zmierzał do Warszawy, a tam dojazd z Tarnowa wcale nie jest taki zły.
W tym roku festiwal nie odbędzie się na tarnowskim Rynku tylko w Amfiteatrze. Podoba Ci się ta zmiana?
Cieszę się, że padło na Był Sobie Blues, czyli imprezę, którą organizuję wraz z Tarnowskim Centrum Kultury. Mam niezwykle miłe wspomnienia z tego miejsca, zostawiałem tutaj wiele strun, energii i emocji. To właśnie w Amfiteatrze odbywały się kiedyś Kwiatuszki Dżemowe i Wianuszki. Pewnie będę troszeczkę tęsknił za tymi wszystkimi knajpami, stolikami, parasolkami, które są na Rynku. Tego samego może brakować ludziom, ale jeśli ktoś wkręci się w rytm bluesa, to nic nie powinno mu przeszkadzać. Dzięki zmianie miejsc będzie można również nabrać w płuca świeżego powietrza. Podejrzewam, że tegoroczna publiczność będzie bardziej bluesowa niż na Rynku, gdyż Amfiteatr gwarantuje kameralność. Powymyślałem również nowe ciekawostki, np. przygotowuję dla uczestników koncertu Bilet Sympatyka Był Sobie Blues. Regulamin zawierający obowiązki takiego sympatyka napisaliśmy wspólnie z Rafałem Muchą (Bzyku), oczywiście z przymrużeniem oka. Jestem przekonany, że dla fanów festiwalu będzie to miła pamiątka, przecież niektórzy lubią drobne rzeczy, które działają niczym wspomnienia. Bilet pojawi się już w nadchodzącym tygodniu.
A czy sympatyk bluesa będzie mógł napić się piwa podczas festiwalu? Kibice podczas Mundialu nie mieli takiej okazji, pomimo iż właśnie w Amfiteatrze mieściła się strefa kibica.
Piwo powinno pojawić się podczas festiwalu. Człowiek przyzwyczaił się do tego, że wyjście na miasto wiąże się z wypiciem kawy albo piwa. Przychodząc posłuchać bluesa miło jest się zaczarować, więc obecność tego trunku będzie dodatkowym walorem, czymś w rodzaju małego szczęścia poprawiającego samopoczucie. Dla mnie osobiście większym szczęściem jest ta trawka przed sceną, która niewątpliwie doda występom uroku. Nie wykluczam, że koncerty czwartkowe odbędą się właśnie na tej trawce. Wyobrażam sobie to mniej więcej tak: na środku stanie samotny bluesman, wokół niego zbierze się publiczność i wszyscy zatopią się w dźwiękach muzyki. A jeśli zrobi się chłodno i zacznie padać, to schowamy się pod kopułą Amfiteatru i będziemy tam grali.
Gdzie odbędzie się w tym roku jam session?
Jam session od lat odbywa się w Klubie Studenckim Przepraszam. Jedynie ta część Był Sobie Blues nie została przeniesiona do Amfiteatru. W tym roku będziemy dżemować tylko i wyłącznie w ogródku na tyłach klubu. Doszły mnie słuchy, że osoba, która dzwoniła do wiadomych instytucji i musieliśmy dwukrotnie przerywać granie, w tym roku na szczęście tego nie zrobi. Istnieje zatem szansa że będziemy mogli w pełni rozwinąć skrzydła. Zachowanie idei wspólnych spotkań pokoncertowych ma dla mnie wymiar osobisty. Sam ukształtowałem się na takich spotkaniach, które rozwinęły moją miłość do gitary. Najpiękniejsze jest to, że dżemowanie przyciąga osoby w różnym wieku i następuje zderzenie fascynacji różną muzą. Podczas dżemowania czas przestaje mieć znaczenie, bywa, że jedną piosenkę gra się przez godzinę. Nawet jeśli komuś nie idzie najlepiej, to i tak pozwalam takiej osobie w stu procentach wyrazić samego siebie. Nienachalnie warunkuję udział moich gości na festiwalu właśnie tymi spotkaniami. Zachęcam wszystkich artystów, żeby zostali na jam session i oddali się wspólnej zabawie. Przeważnie są mi przychylni i zostają, niekiedy dłużej niż planowali.
Na festiwalu pojawią się Twoi starzy kumple. Opowiedz nam o nich.
W drugim tygodniu sierpnia swoją obecnością zaszczyci mnie Maciek Maleńczuk, który do tej pory dwukrotnie wystąpił na Był Sobie Blues – podczas pierwszej edycji i osiem lat temu. Znamy się z Maćkiem od dawna i każde takie spotkanie jest dla mnie wyjątkowe. Bardzo go szanuję i uwielbiam stać obok niego na scenie. Podczas festiwalu chwycimy za gitary i będziemy improwizować. Maciek ma niezwykły dar wymyślania tekstów na poczekaniu, można powiedzieć, że sypie nimi z rękawa. Kiedyś w trakcie dżemowania Maciek przez dobrych dziesięć minut rapował, a jego słowa nie były pozbawione sensu. Ma naprawdę niesamowitą wolność w głowie i każdy wspólny koncert z nim sprawia mi ogromną frajdę.
Czyli zamiast „Ostatniej nocki” usłyszymy jego uliczne bluesy?
Maciek jest totalnie nieprzewidywalny i dlatego jego koncerty przeszywa dreszczyk emocji. W czasie jego występu może pojawić się wszystko od piosenek granych na „streecie” po repertuar Homo Twist. Ludzie przyjdą, żeby go zobaczyć i posłuchać, a ja będę szczęśliwy stojąc obok niego. Pamiętam jak osiem lat temu na Był Sobie Blues śpiewaliśmy „praca na saksach szkodzi na maxa” i publiczność to podchwyciła i dołączyła się do nas.
Dwa lata temu zapoczątkowałem cykl Blusik Bonusik, czyli koncert improwizowany. Pierwszy takie koncert zagraliśmy z Wojtkiem Waglewskim w Piwnicach TCK. W tym roku przygotowałem nową rzecz – jam session z mistrzem, czyli dżemowanie z Jurkiem Styczyńskim, gitarzystą Dżemu. Zaproszę młodych ludzi, którzy będą chcieli z nim dżemować na scenie. Myślę, że będzie to piękna pamiątka, przecież nie codziennie ma się możliwość zagrania z gitarzystą Dżemu. Będzie można zaśpiewać, zagrać solówkę na gitarze, podejść do Jurka i zaimprowizować coś fajnego. Robię to, ponieważ chcę doprowadzić do zderzenia pokoleń. Jurek jest aktywnym muzykiem od dobrych czterdziestu lat, a tutaj okazję do zagrania z nim będą mieć nastolatkowie. Chciałbym, żeby żywa muzyka wciąż trwała w ludziach, którzy potrafią wyjść na scenę i stworzyć coś z niczego.
A czy wśród młodych wykonawców dostrzegasz zainteresowanie właśnie taką muzyką?
Zainteresowanie żywą muzyką ciągle istnieje, począwszy od kupowania pierwszych gitar. Mam przyjaciół, którzy prowadzą sklepy muzyczne i słyszę od nich, że młodzież chętnie kupuje gitary, ale podobno na początku grają słabiej, niż powiedzmy w czasach mojej młodości. Nierzadko bywa, że tatuś przywleka młodego człowieka do sklepu i mówi do sprzedawcy: „proszę pana chciałbym kupić gitarę dla mojego syna”. A syn sobie stoi i nie wiadomo, czy chciałby dostać gitarę, czy może coś innego; nie widać u niego żadnego entuzjazmu. Za każdym razem, kiedy słyszę taką opowieść, przypominam sobie czasy mojej młodości. Kiedyś wraz z moim kolegą dostaliśmy informację, że w Krakowie na Floriańskiej będzie można kupić gitary i pojechaliśmy tam. Nawet nie wiedzieliśmy jakie to będą gitary. Staliśmy przed sklepem od godziny szesnastej do dziewiątej rano następnego dnia. Na całe szczęście przygotowaliśmy się odpowiednio zabierając ze sobą śpiwory. Otworzyli ten sklep i okazało się, że gitar jest dziesięć, a my zajmowaliśmy w kolejce dwunaste miejsce. Mieliśmy ogromne szczęście, ponieważ jedna pani nie kupiła, druga też zrezygnowała, bo wolała mandolinę i dostaliśmy nasz wymarzony instrument. Kupiona przez nas gitara była beznadziejna, ale była ostatnia, tylko dla nas. Wzięliśmy ją i poświęciliśmy, a nawet zrobiliśmy dla niej ołtarzyk.
Jerzy Durał mówił mi, że kiedy weszli do studia nagrywać jedną z pierwszych płyt Ziyo, to dopiero wtedy zobaczyli profesjonalny sprzęt i uczyli się na nim grać.
Tak właśnie było, ale pozytywnie wspominam tamte czasy, ponieważ miało to swój nieodparty urok. W Ziyo zdobyłem potężną wiedzę muzyczną. Byliśmy kapelą rozpoznawalną i mocno docenioną, a nie mieliśmy nawet własnych wzmacniaczy. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale jeździliśmy na koncerty pociągami, bo nie mieliśmy własnego samochodu. Obecnie zespoły dysponują pełnym instrumentarium. Cywilizacja mocno skraca drogę, podczas której wyrabia się jakość grania na gitarze. Niewątpliwie otwiera nową przestrzeń, przecież mamy wielu dobrych muzyków, ale frajda jest mniejsza. Podobnie jest z poznawaniem dziewczyny – jeśli pocałujesz się z nią na pierwszej randce, to coś stracisz. Natomiast jeśli pójdziesz z nią parę razy do kina, potem pójdziecie na spacer, opowiesz jej o swoim mieście, to ukształtuje się to inaczej i nigdy tego nie zapomnisz. Podobnie jest z miłością do instrumentów i budowaniem muzycznego świata.
Czy na Był Sobie Blues zagrają również młodzi muzycy?
Przed Maćkiem Maleńczukiem wystąpią młodzi ludzie – Pola Chobot & Adam Baran. Charakteryzuje ich to, że przemycają do swojej muzyki najnowsze zdobycze z zakresu technik gitarowych i wokalnych. W całym instrumentarium mają tylko jedną gitarę, która jest podpięta pod taką maszynerię, że jeśli zamkniesz oczy to odniesiesz wrażenie, że słuchasz całej orkiestry. Gitarzysta doskonale operuje looperami i komputerami. Będzie też Kajetan Drozd – fantastyczny młody człowiek, który świetnie się rozwija i potrafi pozytywnie zaskoczyć. Był u mnie kilka lat temu i teraz będzie miał okazje zaprezentować się z perspektywy czasu. W ogóle muszę Ci powiedzieć, że mam taką zasadę, że zapraszam tych samych muzyków po okresie co najmniej pięciu lat. Po takim czasie można po raz drugi zobaczyć i posłuchać kogoś z przyjemnością.
W czwartki będę miał spotkania z osobami niepełnosprawnymi, chociaż nienawidzę tego słowa, ale niestety żyjemy w świecie prawa, gdzie wszystko musi mieć swoją nazwę. Z tymi osobami współpracuję na co dzień, spotykam się z nimi, to moi dobrzy kumple. Osoby z zespołem Downa wystąpią na scenie z profesjonalnymi muzykami i będą błyszczeć. Chcę pokazać ludziom, że warto robić takie składy, ponieważ te osoby są naprawdę fantastyczne i potrafią cieszyć się dźwiękami. Muzyczne spotkania osób niepełnosprawnych z artystami będą się odbywać w czwartki przed koncertami głównymi.
Zagrasz w ramach jubileuszowej trasy Ziyo, jeśli do takowej dojdzie?
Z wielką przyjemnością! Mam same dobre wspomnienia z czasów występów w Ziyo. Utrzymując swoją niezależność przemyciłem do dźwięków Ziyo trochę bluesa. Czas spędzony na próbach, obserwowanie sposobu pracy Jurka Durała i zespołu, nagrania, liczne koncerty – to wszystko ukształtowało mnie, a ja przeniosłem to później na konstrukcje moich autorskich imprez. Zagraliśmy wiele cudownych koncertów rockowych i jeśli kiedykolwiek pojawi się propozycja wspólnego występu wejdę w to w ciemno. Chciałbym zagrać riffy z „Tetris” oraz z wcześniejszych płyt. W ogóle podoba mi się idea zorganizowania trzydziestu pięciu koncertów na polskich zamkach z okazji 35-lecia Ziyo, rozpoczynając od Góry Świętego Marcina. Chciałem tam zrobić Koncert Sylwestrowy 1999/2000 z udziałem Czesława Niemena, ale niestety władze miasta nie odniosły się pozytywnie do mojego pomysłu. Może zabrakło mi wtedy determinacji i nie pociągnąłem tego tematu. Czesław Niemen zmarł i ta historia pozostała niedokończona.
W Ziyo przeżyłem okres największej popularności. Chyba nie było wówczas osoby, która nie znałaby numeru „Magiczne słowa”. Czasami słyszę, jak nastolatkowie słuchają tej piosenki na telefonach, ale w tej nowej wersji. Młodzi znają Rafała Brzozowskiego jako wykonawcę tego utworu, a słuchacze nierzadko utożsamiają wokalistę z autorem tekstu. Jeśli Jurek zacznie grać koncerty i zaśpiewa „Magiczne słowa”, to wiele młodych osób zdziwi się, że nie jest to kompozycja Brzozowskiego. Niemniej jednak cieszę się, że powstała nowa wersja i piosenka się odświeżyła, ponieważ od lat nie była nigdzie grana. Uwielbiam słuchać „Tetris”, chociaż mam świadomość, że nie jest najlepiej nagrana, o czym rozmawiałeś z Jurkiem i zostało to napisane w wywiadzie. Dla mnie to przede wszystkim muzyka, kocham piosenki, a na tej płycie jest kilka wspaniałych melodii.
Koniec części pierwszej
Rozmowa odbyła się 23 lipca 2018 roku w kawiarni Amfiteatr Cafe w Tarnowie.
Zachęcamy do zapoznania się z programem tegorocznej edycji Był Sobie Blues:
https://www.facebook.com/klich.wojciech/
https://www.facebook.com/BylSobieBlues/
http://www.tck.pl/aktualnosci-byl-sobie-blues,16,1452,byl-sobie-blues-2018.html
Rozmawiali: Krystian Janik i Adrian Teliszewski
Wykorzystana fotografia pochodzi z archiwum Wojtka Klicha
Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…
Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…
Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…
W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…
Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…
23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…