Kulturalnie

Wywiad z wampirem. Rozmowa z dr. hab. Michałem Nawrockim, prof. PWSZ

O fascynacji grozą, krwawej erze VHS, potworach niszczących miasta i odmiennych stanach wampiryzmu – rozmawiamy z dr. hab. Michałem Nawrockim, prof. PWSZ.

Zacznijmy od banałów. Dlaczego ludzi fascynują horrory?

Stephen King mówi, że pociąg do horrorów bierze się dokładnie z tego samego źródła, co skłonność człowieka jadącego samochodem do zatrzymania się, żeby zobaczyć wypadek. Jest to powodowane pragnieniem spojrzenia na śmierć z całą jej otoczką z bezpiecznej perspektywy. W człowieku jest coś atawistycznego, co sprawia, że lubi się bać, więc kupuje bilet do kina lub otwiera książkę, żeby doświadczyć makabry, która go bezpośrednio nie dotyczy. Horror musi być też dobrą opowieścią, ponieważ jest gatunkiem nieodpornym na fałsz i w związku z tym łatwo w nim o grafomanię. Ponadto, jak sądzę, musi spełnić kryterium, które na Zachodzie określa się jako „zawieszenie niewiary”. Dobra literatura  musi spełniać warunek polegający na tym, że nie tyle wierzysz w to, co się dzieje, co na czas lektury zawieszasz swoją niewiarę. Bierzesz Władcę Pierścieni Tolkiena i kupujesz stworzony przez niego świat, choć wiesz doskonale, że elfy nie istnieją, ale niejako wyłączasz swoją niewiarę, żeby mocniej wczuć się w opowieść. Tak samo jest z horrorem, który inaczej po prostu śmieszy. A poza tym dobry horror powinien być alegorią, co również podkreśla Stephen King.

Z pewnością bezpieczną formą strachu są amerykańskie slashery z lat 70. i 80., które składały się z makabry, erotyki i dobrej zabawy.

Ja wychowałem się na slasherach z lat 80. oglądanych na kasetach VHS. Sporo tych filmów miało pirackie wydania, najczęściej bez tytułu, z lektorem dogranym w jakimś ciemnym garażu na niemieckim sprzęcie. I to był największy urok VHS-ów, ponieważ nigdy do końca nie było wiadomo, co się ogląda. Schemat był zawsze podobny: morderca wyposażony w jakieś narzędzie zbrodni ganiał za rozwrzeszczanymi ludźmi, krew się lała i praktycznie wszyscy ginęli. Niemniej jednak slashery są – jak wszystkie tego rodzaju filmy grozy – sumą lęków indywidualnych i zbiorowych. Trzeba pamiętać, że odbiorcą i zarazem ofiarą tych filmów była kultura amerykańska, a ściślej, nasycona ekonomicznie amerykańska klasa średnia. Bohaterom tych filmów jest dobrze: mają kasę, mieszkają w pięknych domach, niczego im nie brakuje, i nagle pojawia się coś, co może im to odebrać, na przykład wariat z piłą mechaniczną lub nożem. Albo Freddy Krueger.

Jeśli chodzi o lęki zbiorowe, to niezwykle mocno wyeksponowało je amerykańskie kino gatunkowe lat 50. i 60.

Trzeba podkreślić, że popularność horroru i jego, by tak rzec, nośność, ściśle wiąże się z faktem eksploatacji lęków ukrytych w nieświadomości  zbiorowej. Amerykańskie kino grozy, a przede wszystkim science fiction lat 50. i 60., wyeksploatowało do granic możliwości motyw ataku kosmitów i wszelkiego rodzaju potworów będących efektem jakiejś eksplozji atomowej. Takie filmy zaczęły powstawać wtedy, kiedy wyścig zbrojeń osiągnął swoje największe apogeum i obrazowały nieuświadomione lęki amerykańskiego społeczeństwa przed inwazją atomową, przed totalnym konfliktem nuklearnym. To nie jest tylko moja teza, bowiem pisze o tym również Stephen King w Danse Macabre. W podobnych okolicznościach pojawia się przecież Godzilla – jest potworem, który w latach 50. wychodzi z morza i niszczy japońskie miasta. Jeśli przełożymy to na bomby, która spadły na Hiroszimę i Nagasaki, i dołożymy do tego eksperymenty na Pacyfiku, które doprowadziły do obudzenia tego potwora, to otrzymamy metaforyczne studium masowych lęków mieszkańców Japonii. Wszystkie te powojenne filmy o żądnych krwi kosmitach i popromiennych potworach są dla nas kiczowate i śmieszne, aczkolwiek ich źródło jest bardzo poważne. Lęk jest zawsze poważny.

Pamiętam, że większość tych filmów kończyła się przybyciem wojska, które ratowało miasto i zyskiwało wdzięczność  mieszkańców.

Do czasu, ponieważ w pewnym momencie nastąpiła zmiana w postrzeganiu wojska. Do żołnierzy jako zbawców i wybawców zaczęto podchodzić z dużą ostrożnością, tak jest np. w Inwazji porywaczy ciał. O ile w pierwowzorze Dona Siegela z 1956 roku wszystko jest według schematu, to w wersji późniejszej Abla Ferrary wojsko nie jest już bezpieczne. Podobnie jest w powieści Władcy marionetek Roberta Heinleina (i jej bardzo dobrej ekranizacji z Donaldem Sutherlandem), w której kawaleria przyjeżdża na odsiecz, ale trudno powiedzieć, by wzbudzała entuzjazm. Dzieje się bowiem tak, że od pewnego momentu amerykański obywatel zaczyna otwarcie bać się własnego rządu. Można to powiązać z zabójstwem JFK, Wietnamem i Watergate, ale nie tylko. W latach 60-tych i 70-tych, a są to czasy amerykańskiej kontrkultury, dzieci-kwiatów, hippisów, wolnej miłości, narkotyków i rock-and-rolla, następuje zmiana w postrzeganiu  władz, które zostają wybite z roli opiekuńczej, a zaczynają być jednoznacznie postrzegane jako opresywne, by nie rzec: socjopatyczne. Wystarczy przeczytać Firestarter Kinga, by zrozumieć, o co chodzi. A w perspektywie szerszej ta nieufność znamionuje całą kulturę, w tym popularną, czego echem, żeby daleko nie szukać, są historie o Rosewell i serial Z Archiwum X, gdzie teoria spisku została zbudowana na wielopiętrowych konstrukcjach, których fundamentem są brudne sekrety rządu.

A jak się ma polskie kino grozy?

Ja jestem ofiarą Wilczycy Marka Piestraka, którą jako dziecko obejrzałem gdzieś w latach 80. w dębickim kinie „Uciecha”. Pomimo że tego nie dało się oglądać, film uchodził za straszny i zrobił z braku konkurencji nawet całkiem niezły wynik. Obejrzałem tam też czechosłowacki horror zatytułowany Wampir z Feratu, to dopiero było coś. Ale były to również czasy Christine i Poltergeista, więc jakoś przeżyłem.

Wilczyca doczekała się nawet kontynuacji.

Widziałem kontynuację. Powrót wilczycy straszył gumowym wilkołakiem i był jeszcze większym gniotem niż oryginał. Swoją drogą dziwię się, że Wilczyca została tak nieumiejętnie nakręcona, przecież mogła być całkiem dobrym filmem. Do pewnego momentu miała naprawdę niezły klimat – Powstanie Styczniowe, śnieżyca, trupy wiszące pod dachem karczmy. Niestety twórcy nie potrafili stworzyć spójnej opowieści i wymyślić lepszych metod straszenia niż skrzecząca Iwona Bielska z wyciągniętymi do przodu rękami. Poza Wilczycą było jeszcze kilka prób zrobienia horroru, ale nigdy nie były one w pełni satysfakcjonujące.

Możliwe, że twórcom polskich filmów grozy brakowało literackiego zakorzenienia. Przecież Stephen King zadebiutował powieścią Carrie w 1974 roku, zaś pierwsze polskie wydania jego książek przypadają na początek lat 90.

Rynek wydawniczy otworzył się na grozę na początku lat 90., zaś pierwszą w Polsce powieść Stephena Kinga wydało wydawnictwo Iskry i było to The Shining w tłumaczeniu Zofii Zinserling. Co ciekawe książka wyszła pod koszmarnym tytułem Jasność, dopiero w kolejnym wydaniu na okładce znalazło się Lśnienie. Następne były: Carrie, Misery, Miasteczko Salem, Firestarter, Wielki marsz, Uciekinier, Christine i Smętarz dla zwierzaków. Drugim mocnym autorem, który się wtedy pojawił był Graham Masterton. Wydawane przez Amber Horror takie powieści, jak: Manitou, Dżin, Wyklęty, Zemsta Manitou; do dzisiaj są uznawane za klasykę modern horror. Masterton przy każdej okazji podkreśla, że jest dumny, że ma w Polsce rzesze oddanych czytelników i zawsze chętnie do nas wraca. Obok Kinga i Mastertona było jeszcze kilku słabszych autorów, jak bardzo nierówny Dean R. Koontz, James Herbert, Harry Adam Knight, czy Guy N. Smith, który był koszmarnym grafomanem piszącym o morderczych krabach, wężach i robalach. Równolegle ukazywała się również klasyka – Ira Levin, Bram Stoker, William Peter Blatty czy H. P. Lovecraft.

Masterton w swoich pierwszych powieściach bawił się konwencją starych legend i baśni, zaś proza Kinga była bardziej alegoryczna.

W anglojęzycznym wydaniu Lśnienia jest następująca dedykacja: This is for Joe Hill King, who shines on. Polscy wydawcy tej książki nie wiedzieć czemu zawsze ją usuwali. Jack Torrance, pisarz, główny bohater Lśnienia, jest poskładany z wątków autobiograficznych z życia Kinga, który napisał tę powieść w czasach, gdy był jeszcze aktywnym alkoholikiem. Lśnienie, jeśli mówimy o alegorycznym wymiarze horroru, jest jednym z najlepszych studiów alkoholizmu, z jakim się spotkałem. Bardzo mocno autobiograficzny jest również Smętarz dla zwierzaków. We wstępie do anglojęzycznego wydania King napisał, że postać Ellie Creed zbudował na podstawie swojej córki Naomi Rachel, a scena, w której ojciec tłumaczy Ellie, że Pan Bóg zabrał jej kota, a ona zaczyna krzyczeć, żeby Pan Bóg kupił sobie swojego kota, bo to jest jej kot, naprawdę się wydarzyła. King jest najlepszy w swoich wczesnych powieściach, w których widać, że naprawdę balansuje na krawędzi i od szaleństwa dzieli go jeden krok.

Porozmawiajmy o wampirach. Według Wikipedii powstało 129 filmów i 30 seriali o wampirach. W rzeczywistości jest ich z pewnością znacznie więcej, aczkolwiek już te liczby świadczą o fenomenie. Skąd się bierze tak wielkie zainteresowanie postacią wampira?

Najprościej rzecz ujmując fascynacja wampirami bierze się stąd, że wampir jest jedną z symbolicznych form wyrażania lęków nieświadomości zbiorowej, która w kontekście kultury popularnej sięga po pewne postacie potworne właśnie z wampirem na czele. Patrząc na wampiry, pojawiające się w książkach i filmach możemy zaobserwować, jak zmieniają się lęki zbiorowe, które jednak wciąż odnajdują się w wampiryczności. Trzeba bowiem powiedzieć, że postać wampira nie jest jednorodna. Drakula Brama Stokera personifikuje zupełnie inny wymiar strachu niż bezmyślne potwory z Miasteczka Salem Stephena Kinga czy wysublimowane wampiry Anne Rice.

W czwartek, 25 kwietnia, w Haunted Haus spotkamy się podczas projekcji filmu Nosferatu Wampir Wernera Herzoga z 1979 roku. Czym ta wersja, oprócz oczywiście dźwięku, różni się od  Nosferatu F. W. Murnaua z 1922 roku?

Powieść Brama Stokera jest tak mocno rozbudowana i wielostronna, że za każdym razem z jego wampira można wydobyć coś innego. Kluczową kwestią, w przypadku adaptacji filmowych mających początek w Draculi, jest interpretacja postaci wampira. Całą robotę robi odtwórca głównej roli – u Murnaua jest to Max Schreck, u Herzoga Klaus Kinski, a u Coppoli Gary Oldman. Moim zdaniem najciekawsza jest kreacja Kinskiego, sama adaptacja jest mocno pesymistyczna socjologicznie, zaś wampir najbardziej, by tak rzec, uspołeczniony. Herzog zrobił film o śmierci, wampiryczność jest u niego pewną formą umierania, w tym umierania pojmowanego jako rozpad cywilizacji, jest to w mniejszym stopniu horror, bardziej dramat egzystencjalny. Ale to, podkreślam, kwestia interpretacji, bo można mieć na ten temat zgoła odmienne zdanie.

Dziękuję za rozmowę i wraz z moim rozmówcą zapraszam do Haunted Haus na projekcję filmu poprzedzoną wykładem „Wampir. Portret pamięciowy”.

Również dziękuję, a wszystkich czytelników zapraszam na film i na mój wykład o wampiryczności i wampirach w historii i kulturze.

FILMOWY CZWARTEK w HAUNTED HAUS

Miejsce: Haunted Haus, ul. Żydowska 20, 33-100 Tarnów

Termin: czwartek, 25 kwietnia 2019 r.

Program:

18:30 – wykład dr. hab. Michała Nawrockiego, prof. PWSZ. pt. „Wampir. Portret pamięciowy”

19:30 – projekcja filmu grozy „Nosferatu wampir” (1979) w reż. Wernera Herzoga

Krystian Janik

Dane

Recent Posts

Duży sukces tarnowskich koszykarzy

Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…

8 lat ago

Piłkarze ręczni z szansami na awans

Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…

8 lat ago

Szlak Ceramiczny Regionu Tarnowskiego

Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…

8 lat ago

Na 20-leciu PWSZ w Tarnowie nie tylko bizarnie

W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…

8 lat ago

Liga typerów

Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…

8 lat ago

Wywiad z Jakubem Zającem

23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…

8 lat ago