Ciekawie w Tarnowie

Wspomnienia o Panu Bronisławie.

Nieco ponad półtora roku mija od śmierci nieodżałowanego tarnowianina Pana Bronisława Wiatra. Wiele już napisano o jego zasługach, dokonaniach, zarówno dla tarnowskiej turystyki, jak i fotografii. Są one ogromne i niezaprzeczalne. Ja jednak pragnę pokazać naszym Czytelnikom Pana Bronisława takiego, jakim zapamiętali go ci, którzy na co dzień mieli okazję z nim przestawać – ciepłego, pełnego humoru, dowcipnego, obdarzonego fantazją i nietuzinkowego.

Był niezwykle życzliwy dla młodych adeptów fotografii. Członkowie Tarnowskiego Towarzystwa Fotograficznego, którzy mieli z nim okazję pracować, tworzyć, uczyć się pod jego kierunkiem, wspominają, że zawsze mogli liczyć na jego wsparcie. Pan Tomasz Sobczak, kiedy został prezesem TTF, miał około trzydziestu lat. Pan Bronisław powtarzał, że trzeba młodym pozwolić działać i nigdy nie dawał odczuć, że młodszy, to dla niego ktoś głupszy, wręcz przeciwnie, doceniał młodych i cieszył się, że garną się do fotografii.

Chętnie żartował. Nie przepuścił nawet najbliższym. Znany jest jego komentarz do zawodu wykonywanego przez żonę (znaną tarnowską polonistkę) i syna: „U mnie w domu jednolicie… Żona nauczycielka, syn nauczyciel… Tylko ja normalny…”.

Potrafił celnie puentować. Kiedy w 2014 roku miała miejsce wystawa zdjęć Wojciecha Plewińskiego, jeden z kolegów, zachwycony dorobkiem autora fotografii, westchnął: „Piękne zdjęcia, piękny dorobek… Co tu zrobić, aby też to osiągnąć?”. Rada Pana Bronisława była szybka: „Poczekać!”. Należy dodać, że autor podziwianych zdjęć miał wówczas… 86 lat.

Wiele opowieści krąży też o sprawności fizycznej i krzepie naszego bohatera, którą zachowywał długo. Do dziś wspominają jego znajomi, jak to Pan Bronisław, już wtedy po siedemdziesiątce, wielki miłośnik gór i jazdy na rowerze, wsiadł do pociągu ze swoim jednośladem, wysiadł w Piwnicznej i na rowerku wrócił do Tarnowa… Tylko pozazdrościć kondycji! W tym wieku! Dopiero złamanie ręki przerwało jego rowerowe eskapady.

Wiele ciekawych historii o swoim nietuzinkowym ojcu opowiedział mi jego syn, pan Ryszard Wiatr. Wspomina on nie tylko ojca, ale i mamę, jako ludzi niezwykle dobrych, wspaniałych, kochających rodziców i niezwykle zgodne małżeństwo. Państwo Wiatrowie nie kłócili się praktycznie. Wszelkie kwestie sporne rozstrzygali podczas dyskusji i rozmów, szukali kompromisów, wspólnych ustaleń, bez agresji, wrzasków. Jako dziecko, pan Ryszard miał ogromne zaufanie do ojca, przychodził do niego z każdym problemem, z zaufaniem. Odbywali obaj szczere rozmowy, a tato, który był dla syna autorytetem, zawsze pomagał znaleźć wyjście z sytuacji, służył radą, nigdy nie lekceważył, zdawałoby się błahych, dziecięcych i młodzieńczych spraw.

Pan Bronisław wiele opowiadał synowi o swoim dzieciństwie spędzonym we wsi Chorążec, nieopodal Odporyszowa. Jako dziecko pasał krowy i miał okazję w tym czasie obserwować przyrodę, na przykład życie trzmieli, o którym potem snuł pasjonujące opowieści. Wiedzę o przyrodzie, wynikająca z obserwacji, przekazał dzieciom, nauczył rozpoznawać ptaki, drzewa. Jedną z niezwykłych przygód, przeżytych przez małego Bronia, była burza, podczas której piorun uderzył tuż obok krowy. Ta padła na ziemię, wydawałoby się, martwa, ale po chwili ocknęła się i stanęła na nogi. Ale nie tylko obserwacje przyrody skracały czas pasienia. Mały Bronek Wiatr pożyczał książki od odporyszowskiego proboszcza, i czytywał je… siedząc na krowie.

Czasy studiów w trudnej, powojennej rzeczywistości, także dla Pana Bronisława nie były łatwe. Jako student prawa w Krakowie zapadł na gruźlicę i zamieszkał w specjalnie założonym akademiku dla studentów-gruźlików. Tam poznał swoją żonę, Barbarę, późniejszą znaną tarnowską polonistkę. Życie młodym, śmiertelnie chorym, zakochanym uratowała streptomycyna, która w tamtych latach dotarła do Polski z Zachodu.

Pan Bronisław był znanym tarnowskim społecznikiem, bardzo aktywnym, angażującym się w wiele spraw. Syn zapamiętał go, jako człowieka, który chętnie pomagał ludziom, jak tylko mógł, był do nich życzliwie, serdecznie nastawiony, do tego stopnia, że nigdy do nikogo nie żywił urazy, nawet, jeśli został przez kogoś ewidentnie skrzywdzony. Nie tylko, że nie mścił się, nie szukał swego, ale wręcz starał się taką osobę zrozumieć, usprawiedliwić.

Przy całej swojej dobroci i życzliwości, Pan Wiatr senior był również człowiekiem o ogromnym poczuciu humoru, sypiącym kawałami jak z rękawa, cudownym gawędziarzem i duszą towarzystwa. Potrafił żartować, a nawet płatać figle swoim bliskim i znajomym. Pan Ryszard wspomina, jak to jego babcia prowadziła kolekturę totolotka. Któregoś dnia z jakiejś przyczyny poprosiła Pana Bronia, by ją zastąpił. Żartowniś wypełnił kupon totka, skreślając liczby, na które już padła wygrana, a które usłyszał w radio, po czym pokazał kupon starszej pani, twierdząc, że właśnie trafił szóstkę i wygrał milion złotych. Babcia już widziała się w marzeniach spacerującą po Wenecji, kiedy wyszła na jaw mistyfikacja…

Pan Bronisław czuł świetnie muzykę i zdarzało mu się nucić nawet, gdy szedł ulicą. Jego ulubieńcem był piosenkarz Tino Rossi. Kiedy jego idol miał wystąpić na koncercie w Krakowie, w hali „Wisły”, zapłacił konikowi za bilet sto złotych, sumę na owe czasy ogromną, byleby tylko móc posłuchać swojego ulubionego pieśniarza na żywo.

Znamy Pana Bronisława jako znakomitego przewodnika o ogromnej wiedzy. Tę wiedzę zdobywał często sam, szperając w archiwach. Znał mnóstwo ciekawostek, miał świetną pamięć. Kiedy prowadził wycieczki po Pogórzu Ciężkowickim, o każdej miejscowości umiał barwnie opowiedzieć. Ciekawe są jednak okoliczności, w których pan Bronisław Wiatr pokochał góry i chodzenie po nich… Otóż, jak wspomina pan Ryszard, jego ojciec był nałogowym palaczem papierosów. Palił ich ogromne ilości. W owym czasie, a były to lata mniej więcej sześćdziesiąte, pracował w wydziale budżetowo-gospodarczym Prezydium Powiatowej Rady Narodowej. Któregoś dnia był na kontroli w Jastrzębi, gdzie sprawdzał księgi rachunkowe. Nagle zorientował się, że nic nie widzi, ponieważ w pokoju było już tak ciemno od dymu papierosów, które bez przerwy palił. Ze złości, że tak mu to przeszkadza, z dnia na dzień rzucił palenie. A że był mężczyzną stanowczym i zdecydowanym, postanowienia dotrzymał. Zaczął jednak po rzuceniu nałogu mocno tyć, i ktoś doradził mu, że na schudnięcie dobre jest chodzenie po górach. I tak właśnie Pan Broniu pokochał góry i przekazał tę miłość synowi, tak samo jak upodobanie do jazdy na rowerze po górzystym terenie.

Wiele jeszcze historii o tym niezwykłym człowieku można by przytoczyć. Współzałożyciel Tarnowskiego Towarzystwa Fotograficznego, przewodnik, społecznik, to postać barwna, nietuzinkowa i niezapomniana. A może nasi Czytelnicy zechcieliby podzielić się swoimi wspomnieniami o Panu Bronisławie, który niezwykle mocno i na trwałe zapisał się w pamięci wielu tarnowian kilku pokoleń?

Maria Polaczek

źródło fot./www.foto.zsp.tarnow.pl/, www.rdn.pl

 

Dane

Recent Posts

Duży sukces tarnowskich koszykarzy

Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…

8 lat ago

Piłkarze ręczni z szansami na awans

Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…

8 lat ago

Szlak Ceramiczny Regionu Tarnowskiego

Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…

8 lat ago

Na 20-leciu PWSZ w Tarnowie nie tylko bizarnie

W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…

8 lat ago

Liga typerów

Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…

8 lat ago

Wywiad z Jakubem Zającem

23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…

8 lat ago