Kulturalnie

Szepty i rozstania. Rozmowa z Kingą Jasnosz, wokalistką See You Later

O niestabilnych związkach, powrotach na scenę, piosence bez tytułu i DemoGraMowym debiucie w roli instrumentalistki – rozmawiamy z Kingą Jasnosz, wokalistką See You Later

Jak zaczęła się Twoja muzyczna przygoda z See You Later?

Zanim doszło do powstania tego zespołu, każde z nas próbowało swoich sił w innych projektach. Najbardziej wyboista była moja droga do See You Later. W pewnym momencie nawet przyszła mi do głowy myśl, że nie powinnam stawać się częścią jakichkolwiek zespołów, ponieważ każda grupa, do której dołączałam, automatycznie się rozpadała i przestawała istnieć.

Czyżbyś przynosiła pecha?

Niewykluczone! Ostatni zespół, do którego dołączyłam szybko się rozwalił – wszyscy zaczynali się kłócić i wydawało mi się, że to przeze mnie (śmiech). See You Later jest młodym zespołem, powstaliśmy w kwietniu tego roku. Zaczęło się od tego, że Łukasz, basista, powiedział do mnie: „Kinga, załóżmy zespół!”, a potem pozbieraliśmy znajomych. Na początku mieliśmy innego perkusistę, ale nie mógł zagrać z nami na XXXIV Wojewódzkim Przeglądzie Talentów Muzycznych organizowanym przez I Liceum, więc dołączył do nas Dominik. Początkowo miał przejąć perkusję ten jeden raz, ale po drodze rozjechały się nam gusta muzyczne i stwierdziliśmy, że Dominik zostanie z nami na stałe. Z poprzednim perkusistą rozstaliśmy się zupełnie pokojowo i wszyscy poszliśmy w swoją stronę. Nie spodziewaliśmy się, że w tak krótkim czasie od powstania zespołu dostaniemy się na jakikolwiek przegląd, więc ciężko było nam się zmotywować. Jednakże pomyśleliśmy, że jak już gdzieś pragną naszej obecności, to nie możemy odpuścić i zaczęliśmy się częściej spotykać na próbach. Mieliśmy swój cel i to było fajne – ten dreszczyk emocji, że wyjdziemy na scenę i ktoś oceni nasz występ. Wcześniej był jeszcze IV Tarnowski Przegląd Muzyczny w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej, więc start mieliśmy naprawdę świetny.

Śpiewasz w zespole, co się zowie See You Later, więc istnieje realna szansa, że powiesz właśnie tak do swoich kolegów i zapomnisz wrócić (śmiech).

Właśnie nie! Długo szukaliśmy odpowiedniej nazwy, aczkolwiek sama geneza nie jest szczególnie fascynująca. Nie będę opowiadać niesamowitych historii o tym, że siedziałam wieczorem na balkonie – bo nawet balkonu nie mam – i nagle doznałam olśnienia, bo w istocie tak nie było. Nazwa sama wpadła mi do głowy i podzieliłam się z nią z moim zespołem. Powiedzieli, że jest super, bo przecież jak powiem na koniec koncertu „See You Later”, to będzie zobowiązujące do tego, że jeszcze się zobaczymy. Podczas XXXIV Wojewódzkiego Przeglądu Talentów Muzycznych, który odbył się w kinie Marzenie, powiedziałam „See You Later”, a potem okazało się, że zwyciężyliśmy, wtedy stanęłam przed mikrofonem i z uśmiechem na ustach przypomniałam widowni moje wcześniejsze słowa. Zobaczyliśmy się ponownie i to właśnie było cudowne.

Ile macie własnych numerów?

W sumie mamy trzy swoje kawałki: „Take Me”, „Chinese Whispers” oraz utwór nie posiadający tytułu. Ten trzeci jest polskojęzyczny i powstał na potrzeby DemoGraMów, ponieważ na festiwalu Tarnów Polskiej Piosenki wypadało zaśpiewać coś w rodzimym języku.

Ty jesteś autorką tekstów?

Teksty do „Take Me” i „Chinese Whispers” napisałam ja, zaś do ostatniej piosenki, tej bez tytułu, napisaliśmy wspólnie. Najwcześniej powstała „Chinese Whispers”, która w ogóle ma osobną historię, a mianowicie jest to pozostałość po wcześniejszym projekcie. Zespół się rozleciał, ale piosenka została, a my dostaliśmy oficjalne pozwolenie na jej wykonywanie. Autorem muzyki jest głównie Hubert Kapturkiewicz, a w składzie byli również Michał Stós i Alan Piekarz. Nie było nam dane zagrać żadnego koncertu, ale zaliczyliśmy niewielki występ na Przeglądzie Zespołów Muzycznych w Klubie Anima we Wrocławiu. Zgłosiliśmy się do udziału tylko z „Chinese Whispers” i coverem, bo nie mieliśmy więcej nic swojego. Mieliśmy sporo szczęścia, ponieważ byliśmy jedenaści na liście, ale dziesiąty zespół zrezygnował i wskoczyliśmy na ich miejsce. Do przeglądu zgłosiło się prawie sto grup z całej Polski i byliśmy w szoku, że znaleźliśmy się w konkursie głównym. Czuliśmy się mocno docenieni dzieląc scenę z kapelami, które miały już na koncie płyty i występy przed publicznością. Jury komentowało wszystkie występy i czasami sugerowało poszczególnym zespołom, co muszą poprawić. W naszym przypadku nie zauważyli niczego złego, co również nas zaskoczyło, bo w jury siedział choćby Wojciech Pilichowski.

Będziecie grać również po polsku, czy utwór bez tytułu był jednorazowym wypadem?

Myślę, że nie zamkniemy się w anglojęzycznych tekstach. Zawsze chciałam spróbować napisać coś po polsku, bo to dużo trudniejsze niż po angielsku. Polski tekst musi mieć sens i skład, żeby był czytelny dla słuchacza. Pierwszą próbę mam już na całe szczęście za sobą. Po napisaniu tekstu na DemoGraMy przeczytałam go i pomyślałam: „Coś Ty napisała dziewczyno?” (śmiech). W końcu siedliśmy nad nim wspólnie i zaczęliśmy coś zmieniać, udoskonalać. Nawet pokazywałam słowa znajomym i pytałam, czy mniej więcej rozumieją, co chciałam przekazać. Po interpretacjach okazało się, że jest OK. Generalnie tekst osiągnął ostateczną formę dzień przed koncertem. Jeszcze na próbach gubiłam się w nim i czasami myliłam słowa. Jednakże podczas występu przed publicznością było już dobrze, no może poza stresem (śmiech).

Chodzi Wam po głowach nagranie płyty?

Oczywiście! Myślimy o tym, jak każdy zespól, aczkolwiek w naszym przypadku jest to trochę odległa perspektywa, ponieważ tak naprawdę ciągle raczkujemy. Mieliśmy kilka występów scenicznych, które wspominamy bardzo pozytywnie. DemoGraMy to był dla nas szał! Wychodząc na scenę byliśmy totalnie rozemocjonowani. Pamiętam, że Dominik powiedział, żebyśmy się uspokoili i cieszyli, że dostaliśmy szansę zagrania w takim miejscu. W momencie, kiedy zaczęliśmy grać, to wszystko po nas spłynęło, czuliśmy tylko radość z samego wstępu, co doskonale widać na zdjęciach. Zawsze towarzyszy nam MarchEwa Janiec, która stara się dokumentować nasze poczynania na scenie. Była z nami również, kiedy graliśmy support przed koncertem tarnowskiej Szkoły Muzyków Rockowych S.M. Rock.

Na chwilę obecną planujemy skupić się na przygotowaniu materiału, który będziemy mogli prezentować na koncertach. Za każdym razem, kiedy spotykamy się, żeby zrobić jakiś cover, kończy się na kombinowaniu nad własnymi piosenkami. Jakoś nie idą nam najlepiej te covery (śmiech). Najpierw chcielibyśmy się pokazać wszędzie, gdzie tylko nas zechcą, a dopiero potem zaczniemy myśleć o nagraniu płyty.

Dotarły do Was jakieś reakcje po DemoGraMach?

DemoGraMy były moim debiutem na dużej scenie w roli nie tylko wokalistki, ale również instrumentalistki, bowiem miałam zagrać na ukulele. Najbardziej stresujące było dla mnie intro, bo grałam sama na tym ukulele. Byłam przeszczęśliwa, kiedy dobiegło końca i mogłam już tylko śpiewać. Nic mnie nie zatrważało do momentu, w którym musiałam śpiewać i jednocześnie grać na tamburyno. Po koncercie rozmawiałam z przypadkowymi ludźmi i z tego, co słyszałam, to bawili się całkiem nieźle. Publiczności nasz występ się spodobał, mojej mamie też się podobało, ale co miała powiedzieć (śmiech). Z kolei nasze odczucia są takie, że mogliśmy coś zrobić lepiej. Oczywiście nie narzekamy, że coś poszło nie tak, po prostu takie reakcje są fajne i naturalne.

Jakie są Wasze najbliższe plany?

Przede wszystkim chcielibyśmy zorganizować jakiś koncert. W czasie wakacji to raczej niewykonalne, ponieważ jesteśmy w rozjazdach. Szczerze mówiąc, to następny rok szkolny – bo wszyscy się uczymy i mamy szkolną miarę roku – będzie decydujący. 2/5 naszego zespołu – Łukasz i Dominik – zaczyna studia, a cała reszta idzie do klasy maturalnej. Niewątpliwie będzie to utrudnienie, ale chłopaki zapowiedzieli, że będą przyjeżdżać na próby i trzymam ich za słowo.

W Tarnowie chyba nie jest łatwo zorganizować koncert?

Niestety jest ciężko o koncerty, szczególnie jeśli jest się młodym zespołom. Nam udało się załapać jedynie na support podczas koncertu S.M. Rock w Tarnowskim Centrum Kultury. Uczyłam się w S.M. Rock – razem z Łukaszem chodziliśmy na basówkę do Piotra Wojtanowskiego. Śmiali się tam ze mnie przed koncertem, że Łukasz nie ma łatwo, gdyż w zespole oprócz basisty jest jeszcze basistka (śmiech).

Rozmawiałem wcześniej z zespołami K.A.C i Mercurius o tym, że w obecnych czasach nagranie klipu staje się kartą przetargową dla młodych zespołów, które starają się o udział w przeglądach i koncertach. Planujecie klip?

Właśnie jesteśmy w tym temacie. Mamy nagrane „Take Me” i „Chinese Whispers” w wersjach studyjnych. Pomógł nam to zrealizować Piotr Wojtanowski, który zajął się masteringiem i miksowaniem. Kiedy nagrywaliśmy piosenki powiedział: „Kinga, wszystko fajnie, ale napisz coś po polsku” (śmiech). Obiecałam, że specjalnie dla niego następna będzie po polsku i tak się stało! Teledysk nagramy własnymi siłami, skrzykniemy znajomych, którzy mają o tym jakiekolwiek pojęcie i zaczniemy coś kombinować. Póki co powstał zalążek scenariusza.

Wybraliście już numer do klipu?

Prawdopodobnie na pierwszy ogień pójdzie „Take Me”, gdyż wydaje mi się, że ten kawałek jest bardziej chwytliwy i przystępny dla większej ilość osób. Nie mogę się doczekać, kiedy nasze piosenki będą miały klipy i wejdą oficjalnie na YouTube.

Jakie są Wasze muzyczne inspiracje?

Nasze gusta muzyczne są totalnie rozbieżne i to jest fajne, że słuchamy czegoś innego. Na próbach każdy daje coś od siebie i mieszamy te nasze inspiracje, przez co nie jestem w stanie stwierdzić, jaki rodzaj muzyki gramy. Jesteśmy młodym zespołem i cięgle eksperymentujemy, nie chcemy się zamykać w jakimś konkretnym obszarze muzycznym. Wystarczy spojrzeć na nasze dwie pierwsze piosenki, które znacząco się od siebie różnią. Po koncertach piszą do mnie znajomi i mówią, że ta albo ta piosenka była super, tak naprawdę fani podzielili się na team „Take Me” i team „Chinese Whispers”. Czasami młode grupy zbyt mocno inspirują się innymi konkretnymi zespołami. Ja od początku chciałam uniknąć czegoś takiego, bo jeśli ktoś nasłucha się jakiegoś innego zespołu, to wychodzi z tego coś bardzo podobnego.

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę spełniania wszelkich muzycznych pragnień.

Również dziękuję i See You Later (śmiech).

 

Rozmowa odbyła się 3 sierpnia 2018 roku w kawiarni Hybryda w Tarnowie.

Rozmawiał: Krystian Janik

 Wykorzystane fotografie pochodzą z archiwum See You Later

tech

Recent Posts

Duży sukces tarnowskich koszykarzy

Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…

8 lat ago

Piłkarze ręczni z szansami na awans

Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…

8 lat ago

Szlak Ceramiczny Regionu Tarnowskiego

Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…

8 lat ago

Na 20-leciu PWSZ w Tarnowie nie tylko bizarnie

W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…

8 lat ago

Liga typerów

Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…

8 lat ago

Wywiad z Jakubem Zającem

23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…

8 lat ago