„Wiwisexia” Tomasza Jachimka w reżyserii Mirosława Neinerta przedstawiła historię małżeństwa z siedmioletnim stażem i problemami, które rozwiązać może jedynie najlepszy terapeuta w mieście i okolicy, czyli aż po Bochnię. Zaczyna się nieco trywialnie i na poziomie telewizyjnych kabaretów o pośledniej jakości. Daria i Piotr opowiadają lekarzowi o kulisach swojego związku krok po kroku i z dwóch perspektyw. Jej wersje wydarzeń różnią się od jego i na odwrót. Czasami coś się zgadza, ale nie do końca. W gruncie rzeczy prawda jest wyśrodkowana. Terapeuta dopowiada i ripostuje, a przede wszystkim czeka aż małżonkowie otworzą się w pełni i zaczną snuć opowieści o swoim życiu erotycznym. Jednakże nic z tego, przygotowany dyktafon się nie przydaje, bo Daria i Piotr poruszają się zgoła innymi drogami. Pierwsza randka, podrywanie przez Piotra Ewy – koleżanki Darii, pierwsze spotkania z rodzicami, oświadczyny, wesele.
I właśnie owe retrospekcje stanowią o sile spektaklu. Kabaretowa konwencja w kilku momentach przegląda się w lustrze interaktywnego teatru, co szczególnie przejawia się podczas odtwarzanego wesela. Pijany Piotr najpierw wyrywa z publiczności „laskę”, z którą idzie w upojne tany, a potem siada pośród widzów i obala flaszkę z wujkiem Tadkiem, hodowcą szynszyli. W istocie wszystkie sceny, w których Piotr ma w czubie, są przezabawne. Zapewne dlatego, że najbardziej lubimy śmiać się z naszych przywar narodowych.
Finalnie „Wiwisexia”, pomimo iż artystycznie odstaje od innych do tej pory wystawionych sztuk, broni się wywołującym salwy śmiechu poczuciem humoru i bardzo dobrą grą aktorską.
Drugi spektakl, „Moralność pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Giovanniego Castellanosa, okazał się bardziej wysmakowany artystycznie, aczkolwiek jego największym atutem okazała się scenografia.
Ciężko stwierdzić, co było największym mankamentem tejże inscenizacji – gra aktorska prowadzona na metodę szkolną, czy nieumiejętne poruszanie się twórców po tekście dramatycznym? Wszak jeśli idzie o aktorów to jedynie pani Dulska i milczący (i tylko dlatego) pan Dulski spisali się przyzwoicie. Całość sprawiała wrażenie, jakby reżyser nie do końca wiedział, w którą stronę poprowadzić akcję. Centralnym punktem uczynił oczywiście salon pani Dulskiej, która jak nikt dba o swoje dobre imię pośród ludzi, zaś w domowym zaciszu pierze rodzinne brudy. Największym jej utrapieniem jest syn Zbyszko, który trwoni moralność kamienicy Dulskich po szynkach i kawiarniach.
Komedii w tej historii jest tyle, co kot napłakał. Pan Dulski uprawiający nordic walking po mieszkaniu z komentarzami szacownej małżonki jakoby to miał wędrować aż na Górę Świętego Marcina, to puszczenie oczka do Tarnowa, a nie operowanie środkami komediowymi. Jednakże najbardziej kuriozalne okazało się rzucanie przez Zbyszka wulgaryzmami, które pozbawione humorystycznego kontekstu wywoływały u poniektórych widzów śmiech. Nie świadczy to na niekorzyść spektaklu tylko tej konkretnej części publiczności.
Talia zbliża się do półmetku i z pewnością niejednokrotnie zaskoczy jeszcze tarnowską publiczność, ponieważ tegoroczne spektakle są nadzwyczaj różnorodne.
Krystian Janik
Wykorzystane fotografie autorstwa Pawła Topolskiego pochodzą z oficjalnej strony internetowej tarnowskiego teatru: http://www.teatr.tarnow.pl/galleries/view/558
Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…
Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…
Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…
W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…
Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…
23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…