Dzieje “starego” szpitala w Tarnowie na przełomie XIX i XX wieku – cz.2

Jak wspomniałam w poprzednim artykule, rok 1871 zastał tarnowski szpital w opłakanym stanie. Prędko jednak podjęto środki zaradcze. Przede wszystkim zwolniono i postawiono przed sądem nieuczciwych zarządców szpitala, miejskich urzędników, Onufrego Kotlarskiego i Romana Machnickiego. Spłacono długi szpitala, rozdzielono fundusze, osobno dla chorych, osobno dla ubogich, podniesiono opłatę szpitalną tak, by realnie pokrywała wydatki związane z obsługą chorego. Ponieważ lekarzom miejskim trudno było jednocześnie sprawować swoje funkcje i doglądać działania szpitala, podjęto decyzję o zatrudnieniu ordynatora placówki, który zajmowałby się wyłącznie chorymi w szpitalu oraz sprawami administracyjnymi.

Rok 1874 przyniósł zatrudnienie na stanowisko ordynatora szpitala dra Henryka Kowalskiego, znakomitego chirurga. Był on osobą wyjątkową. Doświadczony praktyk, o ogromnej wiedzy teoretycznej, publikujący naukowe rozprawy z zakresu medycyny, podejmujący się nowatorskich rozwiązań w leczeniu chorób. Jednym słowem, kolejna nietuzinkowa postać w historii tarnowskiego szpitala, któremu zresztą bardzo się przysłużył.

 Kolejnym przełomem było ustanowienie przez radę miejską nowego statutu szpitala. Udzielał on dyrektorowi szpitala nowych kompetencji. Dawał nadzór nad administracją szpitalną, prawo do ustalania obowiązującego porządku w placówce, podporządkowywał dyrektorowi szpitala wszystkich jego pracowników, świeckich i zakonnych. To dało doktorowi Kowalskiemu wolna rękę w przeprowadzaniu wszelkich zmian, mających na celu poprawę jakości pracy szpitala, opieki nad chorymi, funkcjonowania gospodarczego. Szybko polepszyło się wyżywienie chorych, warunki w salach, opieka nad cierpiącymi. Przy tym wszystkim dyrektor zobowiązany był do składania rocznych sprawozdań z działalności kierowanej przez siebie lecznicy. Ale, niestety, kariera dra Kowalskiego była niezbyt długa. Wprawdzie był świetnym lekarzem internista i chirurgiem, ale już jako administrator gorzej się sprawdzał. Zatrudniał niewłaściwych ludzi, doprowadzał do konfliktów między pracownikami. W końcu został zdymisjonowany, a jego miejsce zajął dr Włodzimierz Skowroński, rodowity tarnowianin, absolwent UJ, zdobywający praktykę w Wiedniu i Pradze. Jego pomocnikiem, czyli drugim lekarzem, tzw. sekundariuszem, został dr Karol Rudnicki z Krakowa. Nowi lekarze dostali wyższe pensje i wzięli się do pracy. Skutecznie, ponieważ kolejna wizytacja inspektora szpitali wykazała, że w tarnowskiej lecznicy panuje wzorowy porządek.

Płynęły lata. Zmieniali się dyrektorzy i lekarze sekundariusze. Miasto, jak to władza, próbowało szukać oszczędności – podniosła opłatę szpitalną, wyprowadziła z budynku szpitala przytułek dla kalek i ubogich. W końcu W roku 1885 głos w tej sprawie zabrał znany w Tarnowie adwokat i radny, Eliasz Goldhammer, który przypomniał władzom miejskim, że szpital miejski to nie firma, która ma zarabiać na swoje utrzymanie, ale miejsce, gdzie chorzy, zwłaszcza ci biedni, których nie stać na leczenie prywatne, mają być otoczeni opieką i leczeni. Z tej i kilu innych wypowiedzi widać wyraźnie, że w miejskim szpitalu leczyli się ci, których nie stać było na opłacenie wizyty prywatnej. Oddawano tam też umierający, jako że pacjenci szpitala chowani byli za darmo na szpitalnym cmentarzu, który znajdował się  mniej więcej w tym miejscu, gdzie dziś kończy się ulica Szpitalna, za domem Opieki Społecznej. Tu należy wspomnieć, że ulica, przy której znajduje się dziś stary szpital, otrzymał swoją nazwę dopiero w roku 1884, kiedy to postanowiono nazwać kilkanaście tarnowskich ulic.

Stary budynek północnego skrzydła, bardzo już zniszczony, wymagał generalnego remontu. Wielokrotnie podnoszona była kwestia, że nie sposób już w nim leczyć chorych, bo grozi zawaleniem. Ale w pustawej kasie miasta pieniędzy nie było przez lata. Wreszcie znalazły się, dzięki pożyczce Banku Krajowego i zgodzie na współudział w kosztach Wydziału Krajowego do spraw leczenia. W 1888 zburzono stary, walący się niemal budynek i przystąpiono do budowy nowego. Rozbudowa spowodowała zwiększenie ilości szpitalnych łóżek do 170 i konieczność zatrudnienia trzeciego, po dyrektorze i sekundariuszu, lekarza. Szpital rozwijał się wraz z miastem, któremu przybywało ulic, kamienic i mieszkańców. Przy czym stan higieny w Tarnowie, brud na ulicach, bieda, fekalia płynące rynsztokami, powodowały napływ chorych, zwłaszcza tych ubogich do szpitala. To także sprzyjało rozprzestrzenianiu się chorób epidemicznych, takich jak cholera, zwana do dzisiaj „chorobą brudnych rąk”.

Początek lat 90-tych XIX wieku przyniósł zagrożenie epidemią cholery, która zbierała śmiertelne żniwo z Galicji. Lekarze miejscy, wraz z włodarzami miasta, wprowadzili szereg zarządzeń dotyczących sprzątania ulic, domów, dezynfekcji pomieszczeń. Zabroniono zabaw i tańców, a szynki miały być zamykane po 22-giej. Surowe przestrzeganie tych zasad pomogło – epidemia cholery nie dotarła do miasta. Ale szpital tarnowski nadal przeżywał trudności. Pieniędzy było mało, wprawdzie pracowało w lecznicy trzech lekarzy, ale niższy personel nie miał dostatecznych kwalifikacji, jak i nie przykładał się zbytni do swoich obowiązków, tak więc chorym często brakowało należytej opieki. Tę sytuację poprawiło sprowadzenie do opieki nad chorymi w roku 1897 zakonnic ze zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, czyli szarytek. One przejęły opiekę nad chorymi, podnosząc ja na wysoki poziom, uporządkowały sprawy administracyjne, zadbały o właściwie żywienie pacjentów. Ale to nie wystarczało, aby szpital pozbył się kłopotów finansowych. W wiek XX wkraczał z długami i koniecznością wprowadzenie wielu udogodnień.

Budynek Chirurgi powstał na przełomie 1909-1910r. 

Wiek XX przyniósł tak długo oczekiwaną przebudowę i rozbudowę szpitala. Powstał  nowy pawilon chirurgiczny (rys.), a budynek główny zyskał kształt, jaki znamy dzisiaj. Uzupełniono również wyposażenie szpitala. W roku 1910 lecznica posiadała 164 łóżka. Niestety, choć wzorowo teraz prowadzony i dobrze wyposażony, tarnowski szpital miał najwyższy w Galicji wskaźnik śmiertelności chorych. Ale nie było tak bynajmniej z powodu kiepskiej opieki lekarskiej. O, nie! Ta była znakomita. Niestety, postawa społeczności tarnowskiej sprawiała, że do szpitala oddawano chorych w stanie agonalnym, ponieważ zmarli w nim pacjenci chowani byli na koszt miasta, co było wygodne i pożądaną zwłaszcza dla uboższych mieszkańców, ale nie tylko… Stąd pewnie brał się strach, który przejawiali jeszcze nie tak dawno, zaledwie kilkadziesiąt lat temu, starsi ludzie, przed pójściem do szpitala, bo pobyt tam oznaczał rychłą śmierć…

W roku 1914 pracowało w tarnowskim szpitalu już czterech lekarzy. Chorzy leczeni byli w czterech oddziałach: internistycznym, chirurgicznym, ginekologiczno-położniczym i zakaźnym. I wtedy nadeszło najgorsze – wojna, a wraz z nią mobilizacja lekarzy szpitalnych. Pozostał tylko ówczesny dyrektor, doktor Włodzimierz Rogalski. I kiedy wydawałoby się, że tarnowski szpital powszechny wychodzi na prostą, znów nadeszły dla niego ciężkie chwile…

Maria Polaczek

ŹRÓDŁO STARYCH FOT./HTTPS://DOCPLAYER.PL//14840350-1835-2010-STARY-SZPITAL-W-TARNOWIE-SZPITAL-ZALOZONY-ZOSTAL-W-OKRESIE-SZALEJACEJ-EPIDEMII-TYFUSU-NA-DAWNYCH-FOTOGRAFIACH-I-DOKUMENTACH.HTML