„Jurassic World: Upadłe królestwo” to prawdopodobnie jedna z bardziej wyczekiwanych premier kinowych tego roku. Jest amerykańsko-hiszpańskim sequelem filmu „Jurassic World”, który kilka lat wcześniej odniósł ogromny sukces i wniósł do serii coś nowego. Zobaczyliśmy odbudowany, dobrze prosperujący park na miarę współczesnych czasów. Zapierającego dech w piersiach obrazu dopełniły niezwykłe krajobrazy wyspy Isla Nublar. Nad tym wszystkim czuwał oczywiście człowiek bawiący się w Boga, „tworzący” dinozaury już nie tylko dla rozrywki. Celem nadrzędnym stało się wyprodukowanie dinozaura idealnego do zabijania. Eksperymenty tradycyjnie wymknęły się spod kontroli i park został zamknięty. Akcja „Upadłego królestwa” toczy się trzy lata później. Natura zwycięża, a Isla Nublar po raz kolejny oddaje wyspę we władanie dinozaurom. Do czasu jednak, ponieważ zbliżająca się erupcja wulkanu wywołuje wśród ludzi poruszenie i stawia ich przed koniecznością wyboru. Tutaj pojawia się po raz kolejny Jeff Goldblum, tak samo krytyczny wobec dinozaurów jak w pierwszej części i zupełnie pewny, że powinno pozwolić się im wyginąć. Aktywnie natomiast działają na rzecz dinozaurów obrońcy praw zwierząt, z Claire (Bryce Dallas Howard) na czele. To zaskoczenie widzieć, że kobieta, która wcześniej traktowała dinozaury tak przedmiotowo, teraz nalega na misję ratunkową. Podobnie zaskakuje to, że Owen (Chris Pratt), treser raptorów, którego widzowie również poznali już wcześniej, pomimo więzi jaka łączy go z tymi zwierzętami, niechętnie podchodzi do pomysłu Claire. Zupełnie nową postacią jest natomiast Benjamin Lockwood, który wiele lat wcześniej razem z Johnem Hammondem wpadł na pomysł stworzenia pierwszego Parku Jurajskiego. Ten innowacyjny koncept twórców scenariusza – Dereka Connolly’ego i Colina Trevorrowa – budzi spore kontrowersje. Jak się okazuje, Lockwood wykorzystał odkrytą technologię do sklonowania człowieka, przekraczając tym wszelkie granice moralne.
Początkowo akcja rozgrywa się na wyspie, gdzie Owen szuka raptora Blue, z którym łączy go specyficzna więź. Okazuje się też, że wojskowi, którzy mieli bezpiecznie przetransportować dinozaury na inną wyspę, są tak naprawdę handlarzami zwierząt. Przypomina to drugą część, a „Upadłe królestwo” w ogóle bardzo chętnie czerpie z pomysłów swoich poprzedników i dlatego film jest dość przewidywalny. Gdyby doszukiwać się w nim najsłabszych punktów, bez wahania można by wskazać scenariusz. Nie tylko wprowadza on do historii niewiele nowości, ale momentami jest też nielogiczny. Scenarzyści po raz kolejny nie sprostali też wątkowi miłosnemu. Relacja między Owenem i Claire nadal jest potraktowana bardzo powierzchownie. Gra aktorska jest dobra, jednak postacie nie są dość dobrze wykreowane. Owen i Claire to duet niezniszczalny, niezawodny. Także nowi bohaterowie są schematyczni – przestraszony analityk i harda pani weterynarz wypadają raczej blado na tle takich postaci, jak chociażby wspomniany już Ian Malcolm. To samo można powiedzieć o Indoraptorze – hybrydzie stworzonej do walki. Miała być bardziej przerażająca, miała być czymś nowym i lepszym. A jednak jej też nie poświęcono wystarczająco dużo czasu, w przeciwieństwie do Indominusa Rexa z poprzedniej części. Pomysł stworzenia Indoraptora miał ogromny potencjał, niemniej nie został w pełni wykorzystany. Ot, bezmyślna maszyna do zabijania, bardziej element horroru niż familijnego filmu o zwierzętach. Podobno „Upadłe królestwo” to film przygodowy lub science-fiction, a jednak momentami bliżej mu właśnie do horroru. Jeśli już zwracać uwagę na niedociągnięcia, w porównaniu do poprzednich części, także muzyka nie robi już takiego wrażenia. Nieliczne oryginalne motywy stworzone przez Johna Williamsa, które tak chwytały widza za serce, uzupełnione muzyką Michaela Giacchino nie dopełniają akcji, ale raczej giną w tle. Wydawać by się mogło, że scenarzyści chcieli wprowadzić do filmu coś nowego, a jednak za bardzo oparli się na tym, co wymyślono wcześniej, od siebie dodając niemal absurdalne pomysły, jak uczynienie z Blue zwierzęcia nie tylko rozumującego, ale też empatycznego. Zdrowa relacja treser-zwierzę z poprzedniej części została nagle zastąpiona nienaturalnym przywiązaniem. Więź między Owenem i Blue to kolejny ciekawy pomysł, który mógł zostać wykorzystany lepiej.
Czy „Upadłe królestwo” jest w takim razie stratą czasu? Absolutnie nie. Bardzo mocną stroną jest reżyseria. J.A. Bayona, znany z produkcji takich filmów jak „Sierociniec” czy „Niemożliwe”, stworzył artystyczne, niemal baśniowe obrazy. Jednym z piękniejszych i bardziej poruszających jest brontozaur stojący na brzegu wyspy, który ginie powoli w tumanie pyłu. Czuje się niemal, jakby razem z nim ginęła również cała radość i beztroska. Ogromne wrażenie robi też gotycka posiadłość Lockwooda, do której zostają przewiezione dinozaury. Reżyser doskonale bawi się światłocieniem, mrocznymi barwami i ponurymi kadrami, tworząc nastrój grozy. Efekty specjalne, w tym też zbliżenia na dinozaury, zdecydowanie sprawiają, że estetycznie „Upadłe królestwo” wypada wyśmienicie. Braki w scenariuszu rewanżuje ciągła akcja – widz jest trzymany w napięciu już od pierwszych minut filmu, kiedy na scenę wkracza T-Rex. Końcówka filmu stawia nas natomiast przed pytaniem, jak dalej potoczy się życie dinozaurów we współczesnym świecie. Czy w kolejnej części natura zwycięży po raz kolejny?
Opinie dotyczące „Upadłego królestwa” są mocno podzielone. Według jednych to pozycja obowiązkowa, według innych strata czasu – blockbuster, czyli wysokobudżetowy film, który duża wytwórnia wypuszcza do kin w okresie wakacyjnym. Jednak mimo słabych stron, sądzę, że jest to produkcja, którą warto zobaczyć. Choć film nie jest już tak naturalny jak jego poprzednie części i brak mu głębi, przez cały czas trzyma w napięciu i pokazuje nie tylko niebezpieczne konsekwencje ingerowania w biologię i zmieniania naturalnego porządku świata, ale też mroczną stronę człowieka, który dla własnych korzyści nie cofnie się przed niczym. To na swój sposób przygnębiająca historia. Wcale nie dlatego, że przywrócenie dinozaurów do życia jest niemożliwe, ale dlatego, że ludzie nawykli do przekraczania granic, które powinny pozostać nietykalne, co znalazło swoje odzwierciedlenie w „Upadłym królestwie”.
Angelika Gieniec
Duży sukces tarnowskich koszykarzy. Po wielu latach tułania się w trzeciej lidze, wracają na szczebel…
Ze wszystkich dyscyplin sportu w Tarnowie w najwyższej klasie rozgrywkowej rywalizują tylko żużlowcy. Niewykluczone jednak,…
Słoneczna aura wręcz zachęca, by wyjść z domu i pójść na spacer albo wsiąść na…
W tym roku maj jest miesiącem należącym do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która znalazła się…
Miło jest nam poinformować, że po wielu tygodniach wytężonego wysiłku i prac rzeszy oddajemy wreszcie…
23 kwietnia podczas Gali 32. Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbyła się prezentacja filmu Najlepszy w reżyserii…